Koniec zarządu ósmego inkwizytora generalnego Valdesa. Panowanie Filipa II

Po Karolu V nastąpił monarcha, którego można poczytywać za plagę ludzkości. Monarchą tym był Filip II, od dawna wtajemniczony w rządy królestwa Hiszpanii, skutkiem długich nieobecności i dalekich wojen, które wiódł cesarz.

Filip II daleko bardziej nietolerancyjny, a rów­nie przesądny jak jego ojciec, zamiast bronić swojego narodu od inkwizycji i korzystać z jej rozdwojeń z Rzymem, aby zrzucić jarzmo papieża, zapragnął jeszcze bardziej rozszerzyć władzę świętego oficjum i narzucić jego jarzmo tym swoim poddanym zewnątrz Hiszpanii, którzy zawsze stawiali najenergiczniejszy opór ustanowieniu tego trybunału.

Zaledwie Filip osiadł na tronie, wnet wydał kil­ka rozporządzeń zgodnych z jego religijnym prze­konaniem i z systemem przyjętym przez generalne­go inkwizytora Valdesa. Jeden rozkaz zachęcał delatorów, przyrzekając im część majątku po oskar­żonym, skoro zostanie skazany; drugi wydany 7 września 1558 r. zagrażał śmiercią wszystkim sprzedającym, kupującym, albo nawet i czytającym zakazane książki, których katalog co rok znako­micie powiększano. Łatwo pojąć, jakie wywołać mogły rezultaty tak srogie rozporządzenia w naro­dzie zepsutym, który auto-da-fe uważał za zabawę, który sądził, że się zasługuje Bogu, denuncjując lu­dzi pragnących oświecić swój umysł, który bezkarnie posługiwał się najhaniebniejszemi środkami, byle potępić obwinionych, którym pozazdrościł majątku.

Inkwizytorowie wnosząc po względach od Filipa II doznawanych, że mogą uzyskać u niego wszystko czego zechcą, powzięli zamiar zorganizowania wo­jennego zakonu świętego oficjum, pod nazwą Naj­świętszej Panny Miecza, którego wielkim mistrzem miał być generalny inkwizytor hiszpański, członka­mi zaś sami tylko Hiszpani, nie pochodzący ani z żydów, ani z Maurów, ani z heretyków, jak rów­nież nie będący potomkami chrześcijan skazanych i ka­ranych przez inkwizycję. Instytucja ta pozornie miała na celu obronę religii katolickiej, tamowanie napływu do królestwa żydów, Maurów i jakich bądź heretyków.

Reprezentanci prawie wszystkich hiszpańskich kościołów i czterdzieści szlachetnych rodzin, pro­jekt ten przyjęli. Generalny inkwizytor i Rada Najwyższa zatwierdzili statuty; brakowało tylko królewskiej sankcji. Starano się o nią, przedsta­wiając królowi, że zakon Białego Miecza przyniesie Hiszpanii jak największe korzyści, mianowicie przez znaczne pomnożenie sił wojennych, bez żadnego kosztu ze strony skarbu. Filip zalecił radzie swojej rozpatrzenie planu wspomnianej instytucji, i zapew­ne byłby dał na nią sankcję, lecz pewien szlachcic kastylijski, zwrócił jego uwagę na to, że zakon Białego Miecza może z czasem mocno zagrozić powadze monarchy, jeżeli generalny inkwizytor na złe -użyje fanatycznych wojsk, których samowładnym przywódcą zostanie; że zresztą inkwizycja już była zbyt możną i równie nieroztropną jak niepolityczną, byłoby więc rzeczą nader nieroztropną wzmagać jej potęgę, zatwierdzając urządzenie projektowanego wojennego zakonu. Filip II dbały o utrzymanie swojej powagi, zastanowił się i wkrótce odgadł, jak niebez­pieczną jest rzeczą oddawać armię pod rozporządze­nie generalnego inkwizytora, i oświadczył, że nie uznaje potrzeby tworzenia nowego zakonu, zatem uważa, że interes ten należy odłożyć do dalszego czasu.

Jeżeli niepodobna obliczyć wszystkich następstw, jakieby sprowadziła za sobą ta wojskowa organizacja pod naczelnictwem generalnego inkwizytora, złożona z mnóstwa ludzi zobowiązanych przysięgą do ślepego dlań posłuszeństwa, to można także wąt­pić, że przy tej nowej pomocy inkwizycja hiszpań­ska zdołałaby wkrótce narzucić swoje jarzmo całej Europie. Szczęściem usłuchano raz głosu rozsądku i zdrowej polityki, a Europa bez wstecznego kroku mogła powoli podążać ku wiekowi filozofii.

Tymczasem pomimo odmowy Filipa, ciągle co­raz srożej występowano przeciwko heretykom. Pa­pież Paweł IV upoważnił generalnego inkwizytora Valdcsa do wydawania świeckiej władzy wszystkich lutrów nie recydywistów, przekonanych o dogmatyzowanie.

Druga bulla papieska odwoływała wszelkie po­zwolenia udzielone na czytanie zakazanych książek, i zalecała generalnemu inkwizytorowi ścigać wszyst­kie osoby, któreby takowe czytały lub w domach swoich przechowywały. Bulla przepisywała spowied­nikom, aby wymogli od penitentów swoich zezna­nie, czy nie znają kogo, kto by podobnych książek ożywał i przyczyniał się do ich obiegu; wymagała także, aby na spowiadających się wkładano obwiązek donoszenia świętemu oficjum o wszystkim, co-by pod tym względem wiedzieli, pod karą ekskomuniki większej, pozostawionej jego świętobliwości i generalnemu inkwizytorowi Hiszpanii. Spowied­nicy nie dopełniający włożonego na nich obowiąz­ku, mieli być karani jako winni, nawet w razie gdy penitent ich rozwiązany przez nich ze wspomnianego występku byłby biskupem lub arcybiskupem, patriarchą albo kardynałem.  Naturalnie że ten nowy środek pomnożył liczbę denuncjacji, wywołał za­trzymanie i oddanie pod sąd mnóstwa osób i przy­sporzył obrzędów auto-da-fe.

Mianowicie w Valladolidzie i Sewilli egzekucje te wystąpiły w całym blasku. W pierwszym z tych miast wyprawiono auto-da-fe generalne w r. 1559 w obecności księcia Don Karlosa i księżniczki Jo­anny. Władze cywilne, znaczna liczba hiszpańskich grandów, mnóstwo margrabiów, hrabiów, wicehrabiów, baronów, szlachty i znakomitych donn zajmo­wało pierwsze miejsca na tej barbarzyńskiej cere­monii. Pojawiło się tam czternaście osób przezna­czonych na spalenie, a wielką ich liczbę dopuszczo­no do pojednania i pokuty; posąg i kości jednej kobiety rzucono także w płomienie.

Donna Eleonora de Vibero, małżonka Piotra Cazalli, naczelnika izby obrachunkowej finansów królewskich, była właścicielką grobowej kaplicy w kościele klasztoru Ś-go Benedykta królewskiego w Valladolidzie; pogrzebano ją tam jako katoliczkę, bo nigdy nie istniało podejrzenia o jej ortodoksji; tymczasem prokurator inkwizycji oskarżył ją b luteranizm i jako zmarłą w herezji, choć przed śmiercią przyjęła sakramenty. Prokurator oparł oskarżenie na zeznaniach świadków, więźniów, których brano lub którym zagrażano wzięciem na tortury: z ze­znań ich okazywało się, że dom Eleonory de Vibero służył za dom modlitwy luteranom z Valladolidu; ogłoszono ją zatem za zmarłą w herezji, pamięć jej znieważono aż do potomności, a majątek skon­fiskowano ; rozkazano ciało jćj wyjąć z grobu i wy­dać na ogień, a dom zrównać z ziemią, zabraniając odbudowania go, i rozkazując na jego miejscu wznieść pomnik ze stosownym opisem na nim ca­łego wypadku. Wszystkie te rozporządzenia wy­konano.

Pomiędzy osobami, które zginęły na tern auto-da-fe znajdował się doktor Augustyn Cazalla (syn Eleonory de Vibero), ksiądz i kanonik Salamanki, jał­mużnik i kaznodzieja królewski. Obwiniono go o wy­znawanie herezji luteranizmu, o głośne roztrząsanie dogmatów na luterskich schadzkach w Yalladolidzie i korespondowanie z lutrami w Sewilli. Cazalla za­przeczył przypisywanym sobie faktom w deklaracjach stwierdzanych przysięgą i w innych, które przedstawił, gdy nastąpiło opublikowanie dowodów. Nakazano torturę, zaprowadzono kanonika Sala­manki do więzienia, gdzie ją miał wycierpieć. Nie potrzebowano uciekać się do tego środka, bo oskar­żony obiecał przyznać się, że był lutrem, lecz nie dogmatyzującym jak mu zarzucano, bo nauki swo­jej nie udzielał nikomu. Wyłożył przyczyny, dla których nie mógł dotychczas uczynić deklaracji, i przyrzekł być na przyszłość dobrym katolikiem, jeżeli zyska przebaczenie; atoli inkwizytorowie nie uznali za właściwe ułaskawić go od kary głównej, bo świadkowie utrzymywali, że przesądzał dogma-ta: skazany tymczasem okazywał wszelkie oznaki nawrócenia aż do chwili kary. Jako żałującemu zrobiono tę ulgę, że go uduszono przed wydaniem płomieniom.

Franciszek Cazalla, brat Augusta, proboszcz z Hormigosu, z razu zapierał się czynionych mu za­rzutów, lecz na torturach wyznał wszystko, podpi­sał swoje zeznania i prosił o dopuszczenie do pojed­nania. Odmówiono mu tej łaski, i skazano go na wydanie świeckiej władzy, chociaż nie był ani recy­dywistą ani dogmatyzująeyni, ponieważ utrzymy­wano, że żal jego pochodził z przyczyny obawy śmierci. W rzeczy samej, gdy stanął na rusztowa­niu, widząc brata tak żałującego i gorliwego dla ka­tolicyzmu, szydził z jego upominali, spojrzał nań z pogardą jakby dla wyrzucenia mu jego podłości, i oddał ducha w pośród płomieni, bardzo spo­kojnie, bez dania najmniejszego znaku żalu lub boleści.

Donna Beatrk de Vibero Cazalla, siostra dwóch poprzednich ofiar, z początku trzymała się także systemu zaprzeczenia, lecz na torturach wyznała wszystko i prosiła o pojednanie; lecz dano tylko za nią dwa głosy przeciw dziesięciu, zrobiono rekurs do Rady Najwyższej, która oświadczyła, że należy ją skazać na śmierć. Beatrix spowiadała się, została uduszona i wydana płomieniom.

Alfons Peres, ksiądz z Valencji, doktor teologii, wypierał się czynionych mu zarzutów. Wzięty na tortury nie zniósł gwałtowności męki i przyznał się do winy; oświadczył żal, a po zdegradowauiu go i uduszeniu, został spalony podobnie jak inni.

Licencyat Antoni Herrezuelo, adwokat z miasta Turo, skazany jako luteranin, umarł w płomieniach, nie okazawszy żadnego żalu kiedy go prowadzono na stracenie. Doktor Cazalla na osobności napominał go, podwoił swoje usiłowania przy rusztowaniu; lecz nadaremnie: Antoni szydził z jego mowy, cho­ciaż już był przywiązany do słupa, a drzewo już pod nim palić się zaczynało. Jeden z łuczników otacza­jących stos rozgniewany taką odwagą, przebił Herezuelę swoją lancą, z której popłynęła krew z cia­ła płomieniami objętego. Umarł nie wymówiwszy ani słowa. Słowem, żadna z czterdziestu ofiar nie dogmatyzowała, żadna nie należała do powtórnie wpadłych w herezję; a jednak inkwizytorowie nie wierzyli, aby żal ich nie pochodził jedynie z obawy śmierci, ponieważ do mniemanej” winy przyznały się jedynie po wzięciu na tortury.

Pomiędzy osobami pojednanemi podczas auto-da-fe odznaczyło się dwóch członków rodziny Au­gusta Cazalli: Jan Yibero Cazalla, ukarany jako luter, skazany na utratę majątku i wolności i na wieczne więzienie san-beniło, i donna Konstancya de Vibero Cazalla, mająca uledz tej samej karze. Donna ta pozostawiła czternaścioro osieroconych dzieci.

Drugie auto-da-fe odbyło się w ValIadolidzie w październiku tegoż samego roku. Inkwizytorowie, pragnąc uczcić tą uroczystością Filipa II, czekali na powrót jego z Hollandyi, i wyprawili obrząd jesz­cze świetniejszy niż pierwszy. Wydano płomieniom trzynaście osób, jednego trupa i jeden posąg, a wielu innych przypuszczono do pojednania i pokuty. Zde­gradowano księży należących do liczby skazanych, a generalny inkwizytor, arcybiskup Sewilli, żądał następnie od króla tejże samej przysięgi, jaką zło­żyli przy pierwszym obrzędzie don Karlos i księżna regentka królestwa,- to jest: opieki i obrony dla iiir kwizycyi i wykrywania jej wszystkiego, coby kto­kolwiek mówił przeciw wierze.

Filip dopełnił tej formalności, i podpisał obiet­nicę, odczytaną w pośród zgromadzenia przez urzędnika inkwizycji.

Pomiędzy skazanymi zauważano don Karl osa de Sezo, szlachcica z Werony, syna biskupa Plazencyi we Włoszech, należącego do jednej z najznakomit­szych rodzin w kraju. Uchodził on za człowieka świat­łego i zręcznego, który wyświadczył wielkie usługi cesarzowi Karolowi Piątemu. Aresztowany w Logronie i zaprowadzony do tajemnych więzień w Valladolidzie, w rok potem zawiadomiony został, aby się na dzień następny przygotował do śmierci.

Don Karlos de Sezo, zażądawszy papieru i pióra, napisał swoje wyznanie wiary zupełnie luterańskie. Utrzymywał, że nauka ta była prawdziwą ewange­liczną wiarą, nie zaś nauka kościoła, którą od kilku wieków zepsuto, i oświadczył, że w tej wierze umrzeć pragnie. Nadaremnie egzortowano Don Sezę przez całą noc; zatkano mu usta, aby podczas auto-da-fe i udając się na miejsce kary, nie mógł opowiadać swojej nauki. Gdy go przywiązano do słupa, odjęto mu knebel, i znowu upominano, aby się nawrócił; lecz nie chciał słuchać żadnego księdza, z wielkim krzykiem wołał, aby zapalono drzewo, które go po­chłonąć miało. Kaci usłuchali go.

W parafii Pedrosa, aresztowano księdza Piotra de Cazalla, brata doktora Antoniego de Cazalla, który zginął w poprzedniem auto-da-fe. Obwiniono go o luterańskie opinie. Wyznał czego żądano i wynu­rzył chęć pojednania. Rada Najwyis2a\)o rozpozna­niu interesu, wyrzekła relaksacyę, bo Cazallę ob­winiono o opowiadanie herezji. Zawiadomiono mu o wyroku, aby się przygotowywał na śmierć, ale spowiadać się nie chciał, na auto-da fe poszedł za­kneblowany. Gdy go przywiązano do słupa, zażą­dał spowiednika, w skutek czego przed spaleniem został uduszony.

‚ Dominik Sanchez, ksiądz z Villa Mediana przy Logronie, przyjął herezję, nasłuchawszy się rozpraw Sezy i czytając jego dzieła.  Skazany na spalenie

 żywcem,_ poszedł za przykładem Piotra Cazalli i umarł jak on.

Franciszek Dominik de Boxas, ksiądz dominika­nin, pierwszą deklarację złożył świętemu oficjum w Valladolidzie, 12 maja 1558 r. Zalecono mu, aby zrobił kilka innych, ponieważ cofał w jednej to co zeznał- w drugiej, w celu obrony katechizmu i róż­nych ułożonych przez niego kazań. Skazany na tortury za takie odwoływania, prosił o oszczędze­nie mu okropności męczarni, których obawiał się bardziej niż śmierci. Oświadczono mu że uzyska tę łaskę, jeżeli przyrzeknie wyznać to, co dotąd taił; zgodził się na to, dodał kilka nowych deklaracyj do pierwszych i prosił o pojednanie. Wezwano” go, aby przygotował się na śmierć w dniu następnym. Wte­dy wyjawił wiele ważnych rzeczy na korzyść osób, przeciw którym zeznawał na poprzednich badaniach i które mógł skompromitować. Jednak odmówił spowiedzi, i kiedy go sprowadzono z rusztowania auto-da-fe dla przeniesienia na stos, obrócił się do króla i zawołał, że umiera w obronie prawdziwej Ewangelii, którą była Ewangelia Lutra. Filip ka­zał włożyć mu knebel, miał go jeszcze gdy go uwią­zano u słupa; lecz w chwili gdy miano stos zapalać, zabrakło mu odwagi, zażądał spowiednika, otrzy­mał rozgrzeszenie, po czym uduszono go.

Służącego proboszcza Cazalli skazano również na relaksację, jako lutra dogmatyzującego i niepoprawionego.

Poprowadzono go na karę z kneblem w ustach i po­zostawiono mu takowy do chwili, w której przywią­zany został do słupa. Ponieważ nie żądał spowiednika, więc stos zapalono; gdy się spaliły wiążące ge sznu­ry, rzucił się na rusztowanie, na którym dostrzegł spowiadających się kilku skazanych niechcących umierać w ogniu. Księża na nowo dawali mu osta­teczne nauki, lecz ten człowiek widząc, że Sezo stoi niezachwiany, chociaż go już obejmują płomienie, wrócił na stos i zawołał, aby przyłożono drzewa, bo chciał umrzeć podobnie jak don Karlos Sezo. Łucz­nicy i kaci na wyścigi uczynili zadosyć tej ostat­niej woli.

Donna Katarzyna de Keinoso, zakonnica z Citeaux, miała lat dwadzieścia jeden, gdy ją aresztowa­no. Była ona spokrewniona z rodziną doktora Ca­zalli. Dowiedziono, że wyznawała luteranizm, Katarzynę skazano na ogień, spowiadała się i według zwyczaju uduszono ją przed spaleniem.

Joanna de Sanchez, z klasy kobiet zwanych świę­toszkami, skazana została jako luteranka. Gdy dowiedziała się o swoim wyroku, przecięła sobie gardło nożyczkami, i niepoprawiona umarła w więzieniu.

Prawie wszystkie osoby spalone na tein auto-da-fe, lub skazane na pokutę, należały do bogatych i szanownych rodzin. Postrzegano między niemi kilku mnichów i kilka zakonnic, co wnosić kazało, że nauka Lutra przeniknęła aż do klasztorów, i że się nią zajmowano bardziej w tych ustroniach próż­niactwa, aniżeli w domowych kółkach.

Właśnie gdy obchodzono to auto-da-fe, umarł w Rzymie papież Paweł IV, a lud nienawidzący jego pamięć za ciągłe protegowanie inkwizycji, skruszył jego statuę na Kapitolu, tudzież spalił jego pałac razem z pałacem świętego oficjum i jego archiwami; wszystkich więźniów wypuszczono, słowem nastąpił bunt powszechny. Lecz ta katastrofa nie przeraziła wcale hiszpańskich inkwizytorów; we wszystkich miastach, w których się znajdowali inkwizytorowie, wyprawiano liczne auto-da-fe, a w Valladolidzie wiel­kie czyniono przygotowania do obchodu trzeciego, które Filip II miał zaszczycić swoją obecnością. Monarcha ten nie mógł się na nićm jednak znajdo­wać, bo wtedy wykonywał swoją filantropię w in­nych prowincjach; pomimo to jednak auto-da-fe się odbyło. Spalono na nim czternaście osób i kości trzech doktorów, pomiędzy którymi znajdo­wały się kości owego Egidyusza, o którym mówili­śmy, i Konstantego Pereza, który był przyjacielem Karola Piątego. Konstanty Perez umarł w więzie­niu świętego oficjum po wycierpieniu najokropniej­szych męczarni.

Ceremonia rozpoczęła się przywróceniem czci pamięci donny Joanny Bohorques, którą święte oficjum aresztowało za niepokonanie luterańskich uczuć swojej siostry: co podawało ją w podejrzenie o ich podzielanie. Inkwizytorowie do niesłychane­go stopnia posunęli swoją srogość. Nie czekając aż ta nieszczęśliwa donna uwolniona zostanie od ciężą- . ru, który już przeszło pół roku nosiła w swojćm ło­nie, zamknęli ją w swoich niezdrowych więzieniach; skoro została rozwiązana, porwano jej dziecię, i za­nim odzyskała zdrowie, inkwizytorowie wzięli ją na tortury w sposób tak gwałtowny, że słabe jej jesz­cze członki aż do kości poprzerzynano sznurami, a że płuca popękały od tortury przez wodę, więc wyrzuciła z siebie potoki krwi. Poczem odniesiono ją do więzienia, gdzie umarła w kilka dni później. Ponieważ zapierała się ciągle, nawet w pośród cier­pień, potwory, które ją zabiły, sądziły, że dosyć uczynią, skoro naprawiając swoją zbrodnię, ogłoszą tę ofiarę ich barbarzyństwa jako niewinną.

Co większa, sami inkwizytorowie przyznawali, że na torturach może zginąć tyle niewinnych co win­nych, lecz nie przerażając się tą straszliwą prawdą, utrzymywali owszem, że nie tyle należy ubolewać nad śmiercią stu katolików bez zarzutu, ponieważ idą wprost do raju, ile raczej nad uniknieniem jej przez jednego heretyka, mogącego obłąkać i zgubić daleko większą liczbę wiernych. Z jakąż przygnę­biającą odpowiedzialnością ci sędziowie, obarczeni ciężarem swoich nieprawości, mieli kiedyś stanąć przed trybunałem Przedwiecznego 1

Pomiędzy skazanymi, którzy figurowali na innym auto-da-fe, odbytym w Sewilli tegoż roku, znajdo­wać się „Wilhelm Franco, człowiek nadzwyczaj ucz­ciwy i równie prawy jak wesoły. Pewien ksiądz uwiódł mu żonę i zakłócił domowe jego szczęście. Franco nie mogąc przeszkodzić trwaniu tej szkarad­nej intrygi, często przed przyjaciółmi użalał się na swoje nieszczęście, i jednego dnia w pewnym zgromadzeniu, gdzie mówiono o czyściu, wyraził się: Że ma już dosyć tego jaki cierpi w towarzystwie swojej żony, i że już dla siebie nie potrzebuje in­nego. „Wyrażenie się to powtórzono przed inkwizy­torami, którzy kazali zamknąć Frankę w tajemnych więzieniach świętego oficjum, jako podejrzanego o luteranizm, i za to jedno wyrażenie skazali go na zamknięcie, którego termin sami oznaczyć mieli.

Lecz gdy inkwizytorowie Sewilli tak srodze ob­chodzili się z izacnym Franką, tymczasem istotę naj­nikczemniejszą, najgodniejszą pogardy w całej Hisz­panii, Antoniego Sancheza, skazali na sto razów chłosty. Przekonany o fałszywe świadectwa przeciw własnemu ojcu, którego oskarżał o obrzezanie dziec­ka, wyznał, że uczynił to pragnąc, aby ojca spalo­no. Cóż to za przerażające przeciwieństwo między okropnością wykonaną na biednym France, a mię­dzy ojcobójcą Sanchezem! Historia inkwizycji przed­stawia tysiące przykładów podobnego pobłażania dla ludzi, przeciw którym prawo wyrzeka karę od­wetu. Skąd pochodzi taka oburzająca protekcja, jeżeli nie stąd, że należało zachęcać delatorów?

Inkwizycje w Toledzie, Saragossie, Walencji, Logronie, Grenadzie, Cuency i wszystkie indyjskie współubiegały się niejako pod względem srogości z inkwizycjami Sewilli i Valladolidu. W kilku za­ledwie tomach można by pomieścić opis wszystkich spraw wytoczonych w owej epoce.

Święte oficjum bez przestanku ścigało osoby podejrzane o luteranizm, a przytem wywarło całą swoją wściekłość na żydów i mahometan. Widzia­no wówcza7, że ten krwi chciwy trybunał wdzierał się w rozpoznawanie wielu przestępstw, podpada­jących pod właściwość sądów cywilnych. I tak in­kwizytorowie Saragossy skazali kilkanaście osób na chłostę i pięć lat galer za przekradanie koni do Francji, albo za kontrabandę siarki, saletry i prochu.

Inkwizytorowie Walencji zajmowali się kara­niem osób obwinionych o pederastję, i kobiet ma­jących z sobą zdrożne stosunki, chociaż kara za te występki należała do organów praw cywilnych.

Pomiędzy osobami skazanymi i ukaranymi przez inkwizycję za rządów Valdesa, znajdujemy:

  1. Ceklarzy, których oćwiczono i wysłano na 10-cioletnie galery, za dozwalanie obwinionym znoszenia się z sobą i za obchodzenie się z nimi z niejaką łagodnością.
  2. Dziewczyny publiczne za utrzymywanie, że wszeteczeństwo nie jest śmiertelnym grzechem.
  3. Fabrykanta sukna, którego spalono za spis­kowanie przeciwko alkadowi więzień świętego oficjum.
  4. Kilku nieszczęśliwych, którzy po wyjściu z więzienia inkwizycji, rozgłaszali o popełnianej tam grozie tak z mężczyznami jak kobietami.
  5. Członka municypalności sewilskiej za oświad­czenie, że niezmierne summy składane na ołtarzu w Wielki Czwartek, przyniosłyby ulgę wielu rodzi­nom pozbawionym chleba, i że takie ich użycie by­łoby przyjemniejsze Bogu.

Na koniec w rzędzie ofiar owej epoki liczą: arcy­biskupów, biskupów, kanoników, księży i mnichów, generałów jezuitów, wiele zakonnic, niezmierną ilość żydów i Maurów, którzy wrócili z Afryki w na­dziei, że spokojnie umrą na rodzinnej ziemi, a byli to prawie wszyscy ludzie światli i prawdziwie po­bożni, lecz nie pochwalający surowości inkwizycji. Całe rodziny jednego dnia ginęły na stosach, a nie przeminął żaden rok, w którym by każda inkwizycji nie wyprawiła z całą okazałością jednego lub dwóch generalnych auto-da-fe, nie licząc egzekucji i pojednań, które się wykonywały w stałych ter­minach.

Za rządów także generalnego inkwizytora Val-desa, z pogardą prawa narodów i traktatów istnieją­cych między królem Hiszpanii a inneini dworami Europy, święte ofticyum aresztowało, sądziło i ska­zywało na śmierć za luteranizm angielskich, fran-cuzkich i genewskich kupców, przybyłych do Hisz­panii z bogatemi ładunkami, które przywłasz­czyć sobie inkwizycja nie wstydziła się. Pomimo wszelkich konfiskat i kar nakładanych na pojedna­nych, skarb świętego ofncymn zawsze był pusty; przyszło do tego, iż musiano upraszać papieża o bre-ve upoważniające do nałożenia podatku na docho­dy z biskupstw i kanonij, którego to podatku bis­kupi i kanonicy płacić nie chcieli i którego nigdy w zupełności pobrać nie było można. ,

Filip II i generalny inkwizytor Valdes niemniej surowi byli dla innych ludów podległych ich potwor­nej władzy. Mieszkańcy hrabstwa Flandryi, którzy znosili inkwizytorów przysłanych przez Karola Pią­tego, bo ich uważali wprost za czasowych agentów, przerazili się powziąwszy wiadomość, że Filip za­mierzył uorganizować ośmnaście inkwizycyj w dye-cezyach Flandryi według tego samego planu co inkwizycja hiszpańska, i odrzucili ten krwawy trybu-bunał. Opór ten oburzył despotycznego Filipa i sprowadził długie a krwawe wojny, które wyczer­pały skarby i siły Hiszpanii, a których skutkiem by­ło oswobodzenie się tych prowincyj i utworzenie Rzeczypospolitej Holenderskiej.

Udało się Filipowi poddać wyspę Sardynię pod hiszpańską inkwizycję, ale nie powiodły mu się naj­zupełniej zabiegi o wprowadzenie hiszpańskiego systemu do Księzstwa Medyolańskiego. Lud, szlach­ta, biskupi i wszyscy urzędnicy jawnie oświadczyli się przeciw ustanowieniu znienawidzonego w całej Europie trybunału; rozruchy trwały aż do chwili, w której gubernator, przewidujący zły koniec przed­sięwzięcia swojego monarchy, ubłagał go, aby za­niechaniem swojego zamiaru uspokoił wrzenie Me-dyolańczyków.

Filip zajmował się, także inkwizycja amery­kańską;, ustanowił trzy trybunały w tej części hisz­pańskiej monarchii i udarował niemi miasta Limę Meksyk i Kartaginę. Te trybunały podlegały ju­rysdykcji wielkiego inkwizytora hiszpańskiego. Pierwsze auto-da-fe obchodzono w Meksyku. Za­szło to w roku śmierci Ferdynanda Corteza, zdo­bywcy tego rozległego państwa: spalono na niem jednego Francuza i jednego Anglika, a przeszło ośm-dziesiąt osób skazano na rozmaite kary.

Nakoniec troskliwość Filipa II o zbawienie swo­ich ludów wyrodziła w umyśle jego zamiar utwo­rzenia trybunału inkwizjTjjnego pochodnego, ma­jącego wyrokować i ścigać heretyków na okrętach. Trybunał ten utworzono najprzód pod nazwą inkwizycji galer, a później pod nazwą inkwizycji floty i armii, lecz pomiędzy marynarzami długo istnieć nie mógł, ponieważ przekonano się, że tamował że­glugę.

Po tej inkwizycji flot, nastąpiła inkwizycja ko­mor, mająca obowiązek przeszkadzać wprowadza­niu zakazanych książek; mianowano kommisarzy świętego oficjum we wszjTstkich portach, a szyka­ny ich wielce się przyczyniły do sparaliżowania handlu morskiego w Hiszpanii.

Ale Filipowi nastręczała się jeszcze inna sposob­ność okazania swojej gorliwości dla świętego oficjum. Gdy prawem spadku w r. 1580 pozyskał koronę portugalską, chciał poddać inkwizycję tego królestwa pod inkwizycję Hiszpanii, dla większej tożsamości i jedności w sprawach wiary; ale była to chęć nadaremna, ponieważ Filipa uznano królem portugalskim pod wyraźnym warunkiem, że ta ko­rona będzie zupełnie niezależna od korony hiszpań­skiej, że królestwem zarządzać będą władze zwy­czajne, tudzież rady ustanowione w Lizbonie, i że naród pod żadnym względem nie będzie potrzebo­wał uciekać się do Madrytu i oczekiwać stamtąd postanowień.

Gdy tak Filip II, przy zabójczym blasku auto-da-fć, jaśniejącym we wszystkich prowinejach Hisz­panii, szukał środków zrównoważenia niepowodzeń, jakich inkwizycja doznawała w Medyolanie, Flandrii i Portugalii, święte oficjum znalazło się w po­trzebie przedsięwzięcia szybkich i srogich środków przeciwko wielu rzymsko-katolickim księżom, któ­rzy jako spowiednicy nadużywali swego powołania i uwodzili lub podmawiali swoje penitentld. Skandal ten tak się rozpowszechnił, że papież nadesłał hisz­pańskim inkwizytorom breva, nakazujące ścigać wszystkich księży i mnichów, których obwiniał głos publiczny.

Ponieważ niebezpieczną naówczas było rzeczą rozgłaszać tego rodzaju sprawy, albowiem lutrzy nie­zawodnie nie omieszkaliby użyć tego za niebezpiecz­ną broń przeciw usznej spowiedzi, święte oficjum zatem przystąpiło do tych spraw z jak największą oględnością, a tern łatwiej mogło nie ogłaszać swo­jego postępowania, że część tych postępków popeł­niano w klasztornej ciszy i w innych religijnych samotniach. Roczniki inkwizycji podają nam z tego względu sprawę wytoczoną pewnemu kapucynowi, która w głównej treści była następująca:

Kapucyn ten był spowiednikiem siedemnastu ko­biet, stanowiących zgromadzenie w mieście Kartagenie; umiał przejąć je tak wielkim ku niemu za­ufaniem, że go uważały za człowieka świętego i za wyrocznię niebios. Przekonawszy się, że reputacja jego już dostatecznie się ustaliła, korzystał z częs­tych widywań się u konfesjonału, i zaczął wpajać swoje zasady w młode bigotki. Do każdej z nich przemawiał tymi słowy:

„Pan nasz Jezus Chrystus raczył mi objawić się w hostyi w chwili podniesienia, i rzekł: Prawie wszystkie dusze, których pobożnością kierujesz, są mi przyjemne, ponieważ prawdziwie ukochały cno­tę i usiłują dążyć do doskonałości; mianowicie ta­ka (tu wymienił osobę, do której mówił); dusza jej jest tak doskonała, iż pokonała już wszystkie swoje ziemskie skłonności, z wyjątkiem jednej: zmysłowości, która ją mocno dręczy; bo nieprzyja­ciel ciała wielką ma nad nią moc, z powodu jej mło­dości, siły i wrodzonych wdzięków, żywo podżega­jących do rozkoszy. Aby zatem wynagrodzić jej cnotę i aby zjednoczyła się doskonale z moją miłoś­cią i służyła mi ze spokójnością, jakiej nie doznaje, a na którą cnotami swojemi zasługuje, polecam ci, abyś jej w mojem imieniu udzielił rozgrzeszenia, jakiego dla spoczynku potrzebuje, oświadczając, że może zadosyć uczynić swojej namiętności, byle to wyraźnie uczyniła wspólnie z tobą, oraz aby dla uuiknienia wszelkiej zgrozy, przed wszystkimi za­chowała to w jak największym sekrecie, nie mó­wiąc nic i nikomu, ani nawet innemu spowiedniko­wi, bo zwolniona przepisem, którego jej udzielam, nie zgrzeszy pod tym warunkiem, i ujrzy święty koniec wszelkich swoich niespokojności, byle tylko codzien­nie czyniła nowe postępy na drodze świątobliwości.'”

Gdy jedna z tych kobiet, mająca lat dwadzieścia pięć, niebezpiecznie zachorowała, zażądała innego spowiednika, a wykrywszy przed nim w zupełności wszystko co zaszło, zobowiązała się wyznać to samo przed świętem oficjum, z obawy, jak to mocno po­dejrzewała, aby coś podobnego nie przytrafiło się innym kobietom tegoż zgromadzenia. Po odzyska­niu zdrowia poszła denuncjować się inkwizycji i oświadczyła, że przez lat trzy pozostawała w wy­stępnych stosunkach ze swoim spowiednikiem; że w duszy i sumieniu nie mogła nigdy wierzyć, aby objawienie, o którćni mówił, było prawdziwe, lecz że udawała, iż wierzy jego słowom, aby bez wstydu mo­gła uledz jego żądaniom.

Inkwizycja przekonała się, że podobny stosu­nek istniał z dwunastu innemi bigotkami te­goż zgromadzenia. Pozostałe cztery były albo bar­dzo stare, albo bardzo brzydkie.

Natychmiast wszystkie nabożnisie porozwożono po różnych innych klasztorach; ale obawiano się popełnić nieroztropność przez aresztowanie spowied­nika i przeniesienie go do tajemnych więzień, po­nieważ lud mniemałby niezawodnie, iż jego sprawa zostaje w związku ze sprawą tych dewotek, prze­znaczonych odtąd na mimowolne pozostanie zakon­nicami, na pozór niby bez żadnego wdania się w to inkwizycji.

Napisaną o tćm do Rady Najwyższej, która za­żądała, aby winnego przysłano do Madrytu. Dano mu  trzy zwyczajne posłuchania admonicyjne;

odpowiedział, iż sumienie nie wyrzuca mu żadnej zbrodni pod względem attrybutów inkwizycji, i że niezmiernie się dziwi widząc się jej więźniem. Da­no mu uczuć, iż niepodobieństwem jest, aby Jezus Chrystus objawił mu się w hostyi i uwolnił od jed­nego z dziesięciu bożych przykazań, które zawsze i na zawsze obowiązują. Odpowiedział, że tak sa­mo rzecz się ma i z piątćm przykazaniem, a jednak Bóg rozgrzeszył z niego patryarchę Abrahama, sko­ro anioł rozkazał mu odebrać życie swojemu syno­wi; że należy tak samo tłómaczyć i przykazanie siódme, ponieważ Bóg dozwolił Hebreom zabierać sprzęty Egipcyan. Zrobiono mu uwagę, że w obu tych razach chodzi o tajemnice sprzyjające religii; on zaś odparł, że w tern co zaszło między nim a je­go penitentkami, Bóg miał również tenże sam za­miar, mianowicie uspokojenie sumienia trzynastu dusz cnotliwych, i doprowadzenie ich do doskonałej zgody ze swoją bozkością. Jeden z badających za­rzucał mu, iż to rzecz-szczególna, że tak wiel­ka cnota znalazła się w trzynastu młodych i pięk­nych kobietach, a bynajmniej nie posiadały jej trzy stare i jedna brzydka; niezrażony odpowiedział na to ustępem z Pisma Świętego: Duch Święty wieje tam gdzie chce.

Przed skazaniem już mnich ten miał tylko mieć jedno posłuchanie, i z razu obstawał przy pierwot­nych swoich zeznaniach. Lecz że chodziło o spale­nie żywcem, zażądał nowego widzenia się z inkwi­zytorami, i oświadczył najprzód, iż winien jest zaśle­pienia, ponieważ objawienie się Jezusa w Eucharys-tyi wziął za rzeczywiste, kiedy tymczasem było tylko złudzeniem; ale postrzegłszy, że nie oszuka inkwizytorów, i że takowi zamierzali ustrzedz go od relaksacji, jeżeli przyzna się do hypokryzyi i zbrodni swoich, wyznał wszystko i poddał się wszelkiej pokucie, jaka mu naznaczona będzie.

Inkwizytorowie nadali interesowi obrót korzyst­ny dla obwinionego, i kapucyn, który zasłużył na karę śmierci jako świętokradca, hypokryta, roz­pustnik, uwodziciel i krzywoprzysięzca, skazany tylko został na wyrzeczenie się swoich błędów (ab-juratio de levij i na pięcioletnie więzienie w jed­nym z klasztorów jego zakonu, gdzie umarł po upłj’wie lat trzech.

Taka jest w skróceniu historya kapucyna z Kar-tageny; moglibyśmy tu przytoczyć kilka innych po­dobnych, lecz sądzimy, że ta jedna daje dostateczne pojęcie o obyczajach hiszpańskich za czasów, w któ­rych inkwizycja stała na szczycie swojej srogości i potęgi.

Inkwizytor generalny Yaldes po przedsięwzięciu ‚

naj tajemniej szych środków przeciw księżom i mni­chom uwodzącym kobiety, i dostrzegając, że z czasem prawie zupełnie zapomniano o dawnych prawach świętego oficjum, że inkwizytorowie w prowadze­niu spraw od ich kompentencyi zależących trzymali się tylko pewnej rutyny, uznał potrzebę zmiany te­go porządku rzeczy. Mógł był poprzestać na prze­druku regulaminów, które ogłosił Torquemada i je­go następca Deza, lecz gdy od owej pory nastręczało się mnóstwo nadzwyczajnych wypadków, które spo­wodowały inkwizytorów do kolejnego dodawania różnych artykułów, Valdes mniemał, iż stosowniej będzie zebrać razem mające być zachowywane usta­wy, tworzące jedno tylko prawo ze wszystkich, które z doświadczenia okazały się najużyteczniejszemi. Po licznych zatćm konferencjach, w których mieli udział członkowie Rady Najwyższej, dnia 2 wrze­śnia 1561 r. generalny inkwizytor ogłosił w Madry­cie edykt złożony z 81 artykułów, które utworzyły kodeks inkwizycyjny o formowaniu spraw i o sta-nowczćm ich sądzeniu.

Aby oszczędzić czytelnikom nudów nieodłącz­nych odczytania literalnego tekstu tego organiczne-• go prawa świętego oficjum, odsyłamy ich do praw dawnych, których nowe zestawienie, lekko przero­bione, stanowiło kodeks Yaldesa.  Inkwizytor ten

wielce się wystrzegał, aby nie uregulować w nim sposobu postępowania w sprawach wytaczanych przez rodziny, w celu naprawienia czci i pamięci ich krewnych, — których niesprawiedliwie stra­cono, lub którzy umarli w tajemnych więzieniach. Obawa przymusu do zwrotu ogromnych majątków, które inkwizycja przywłaszczyła sobie od lat kilku, stanowiła zapewne przyczynę tego ważnego opusz­czenia. Duch tego prawa nie mógł być przyjazny dla nikogo, nawet w artykułach niby broniących strony oskarżonej. A tak nieład i samowolność pa­nowały nieustannie w trybunale świętego oficjum.

Następnie Valdes wszelkich dołożył starań, aby prześladować znowu wspomnianego Caranzę. Gdzież lepiej maluje się wadliwość i odraza inkwizycyjnego trybunału, jeżeli nie w procesie wytoczonym temu arcybiskupowi, jeżeli nie w sławnej procedurze, której akta tworzą dwadzieścia cztery tomy in-folio, każdy złożony z 1,100 lub 1,200 stronic? Pro­ces ten następnie po krotce tak rozebrać możemy:

Bartłomieja Caranzę, professora teologii, uwa­żano za najenotliwszego w Hiszpanii człowieka. Cnoty jego, obyczaje, pobożność i miłosierdzie dla ubogich sprawiły, że naród go uwielbiał, a król względami obdarzał. Karol Piąty wyprawił go na koncylium trydenckie jako teologa, a Filip II mia­nowawszy go swoim spowiednikiem, powierzył mu arcybiskupstwo toledańskie. Papież Paweł IV, któ­ry bliżej poznał i wysoko ocenił Carranzę, na kon-cylium uwolnił go od informacyji, których dwór rzymski zwykł był żądać od biskupów nominatów, i bez żadnych innych formalności nadesłał mu swą bullę.

. Wielki inkwizytor, w nieograniczonej swojej nie­nawiści i zazdrości, tak dobrze intrygował u kilku biskupów, iż zdołał wywołać denuncyacyę na Car­ranzę jako podejrzanego o sprzyjanie opiniom Lu­tra. Aresztowano] Carranzę z wielkićm podziwie-niem poważającej go całej Europy. Na więzienie przeznaczono mu mieszkanie zajmowane po większej części przez inkwizytorów, obowiązanych mieć go na oku. Arcybiskup odrzucił najprzód prawomoc­ność generalnego inkwizytora; lecz gdy ten już był otrzymał od papieża breve upoważniające go do prze­śladowania Carranzy .oświadczy ł się więc sam za kom­petentnego. Arcybiskup odrzucił go dla mnóstwa powodów, które sędziowie przyjęli. Była naówczas kwestya o przesłaniu całej procedury do Rzymu. Lecz nie uczyniono tego, bo sprawa mogła okryć wstydem naczelnika świętego oficjum i kilka in­nych osób, które następnie dostąpiły najwyższch godności w kościele.

Kiedy Valdesowi udało się wmówić w Filipa II i w papieża Sykstusa IV, że Carranza był prawdzi­wym heretykiem, ciągle trzymał go w więzieniu i dalej proces prowadził; lecz gdy nie mógł zebrać dowodów potrzebnych do skazania go, kazał ocią­gać się z dalszem prowadzeniem sprawy, i trzymał arcybiskupa w zamknięciu blizko lat ośm.

Byłby go zapewne tam trzymał aż do śmierci, lecz nieprzewidziana okoliczność dostarczyła kró–lowi bardzo wiele dowodów przyjaznych dla arcy­biskupa, które generalny inkwizytor z akt usunąć umiał- Wtedy wykryły się wszystkie intrygi Val-desa, a papież złożył go z urzędu. Carranza wy­szedł z więzienia i udał się do Rzymu, gdzie Syks­tus V i ojcowie koncylium go wezwali. Tegoż sa­mego roku destytucyi Yaldesa, to jest 1566, otrzy­mał tam absolucyę i umarł we dwa lata później.

Dumny nadzwyczajną władzą jaką mu Paweł IV nadał, Valdes zeszedł ze wskazanej sobie drogi, i zamiast zabrać się do prześladowania lutrów i in­nych heretyków, wymierzył ciosy swoje przeciwko ludziom sławiryin, którzy przez głęboką znajomość teologii i znakomite cnoty, zasłużyli na nazwę do­ktorów trydenckiego koncylium i ojców wiary. Ci szanowni prałaci, mocno zbijający opinie Lutra, tak w pismach jak i w mowach swoich, oskarżeni zostali o stronności dla luteranizmu, a inkwizycja śmiała aresztować kilku z pomiędzy nich. Szczęś­ciem pewne okoliczności, zupełnie niezależne od Valdesa, położyły koniec temu skandalicznemu po­stępowaniu, którego samo przedsięwzięcie już do­statecznie pohańbiło na zawsze święty trybunał. Valdes niepowstrzymany niczym w swojej gorliwoś­ci również kazał inkwizytorom Murcyi, aby prze­śladowali syna cesarza Marokku, który przybył bardzo młodo do Hiszpanii i tam kazał się ochrzcić. Oskarżono go, że się oddawał czarnej magii i czarnoksięstwu. Święte oficjum wystawiło go na auto-da-fe, w kartonowej corosa, zdobnej w djabły i ro­gi na głowie; zamknięto go na trzy lata w klaszto­rze, a następnie wygnano z królestw Walencji, A­ragonu i Murcyi. Pomiędzy ofiarami inkwizytorjalnego systemu Valdesa znajdujemy jeszcze kilku świętych i innych osób poważanych przez kościół hiszpański. Do ich liczby należą cnotliwy Bartło­miej de los Casas, biskup Chiappy w Ameryce i trzej pierwsi generałowie towarzystwa Jezusowego, świę-‚ ty Ignacy Loyola, Layez i święty Franciszek Borgia. ś-go Ignacego wtrącono do więzienia, a dwóch jego następców prześladowano jako fanatyków illumi-nalóto.

Oto jak się wyraził w owej epoce Melchior Ca-no, biskup wysp Kanaryjskich, o jezuitach w Uście pisanym do Jana Regla, dawnego spowiednika Ka­rola Piątego:

„Mniemam zatćm (i zaprawdę), iż oni to są il-luminaci ci ludzie zaguby, których szatan tylekroć wprowadzał w szranki kościoła, od czasu gnosty-ków aż do dni naszych; którzy się zaczęli razem z kościołem i istnieć mają aż do dnia sądu ostatecz­nego. Wszyscy wiedzą że Bóg raczył oświecić naj­jaśniejszego cesarza naszego w tym wielkim intere­sie ; kiedy monarcha nasz przypomni sobie jak Lu­ter zaczął w Niemczech, i zważy, że z iskry, na któ­rą sądzono że można nie zważać, rozżarzył się pożar, przeciw któremu wszelkie usiłowania okazały się daremnemi, pozna, że co się teraz dzieje pomiędzy nowymi ludźmi (jezuitami), może się wyrodzić w tak wielkie złe dla Hiszpanii, że skoro król nasz za­pragnie, niepodobna mu będzie zapobiec temu.”

Jeżeli wypadek zdarzył, że biskup wysp Ka­naryjskich miał słuszność, to jednak nie usprawie­dliwia prześladowań, jakimi święte oficjum do­tknęło zwierzchników tego zakonu, którego chytra polityka tak długo chwiała królewską władzą; bo z początku jezuici odznaczali się samymi tylko cno­tami.  Yaldes prócz tego prześladował wielu uczo­nych, którzy nie chcieli ulec błędnym opiniom scholastyków, i dla wsławienia swoich inkwizytorjalnych rządów, nie szanował ani powagi władzy, ani swobody literackiej.

Yaldes sprawował obowiązki generalnego in­kwizytora Hiszpanii przez lat dwadzieścia pięć i po­tępił 19,600 ofiar, z których spalono żywcem 2,400 w wyobrażeniach 1,200, a 16,000 zamknięto w wię­zieniach lub zesłano na galery.

Szósty i siódmy generalny inkwizytor Juan Pardo de Tavera i Juan García de Loaysa

Karol V ku końcowi roku 1538 wybrał kardy­nała D. Jana Pedro de Tabera, arcybiskupa Toleda, na następcę inkwizytora generalnego w królestwie, Alfonsa Mauriquego; ale papież Paweł III przysłał mu zatwierdzającą bullę dopiero w rok później. Przez ten czas Huda Najwyiaza sama kierowała in­teresami inkwizycji, i nie widzimy wtedy nic godniejszego uwagi, nad rozkaz cesarski zabraniający f inkwizytorom w Ameryce oddawać pod sąd Indian. Rozkaz ten wywołały zapewne skargi dochodzące do Karola ze wszystkich miast Ameryki, w których ustanowiono święte oficjum.

W następnym roku ukazała się bulla papieża Pawła III, ustanawiająca Towarzystwo Jezusowe; w tejże chwili uczniowie Ignacego Loyoli przybyli do Hiszpanii i Portugalii, gdzie wzbudzili zazdrość w inkwizytorach.

Ponieważ święte oficjum nie przestawało do­pełniać egzekucji, Rada Najwyższa zdecydowała się na koniec przepisać inkwizytorom środki mniej okrutne, winne zmniejszyć liczbę ofiar; wydała zatem instrukcje prowincjonalnym trybunałom, w któ­rych wyrzekła: że jeżeli oskarżony wydany na ska­zanie władzy świeckiej, jako niepoprawny, nawróci się w sposób niedopuszczający wątpliwości o jego żalu, nie będzie wcale wydawany na poniesienie ka­ry śmierci, ale inkwizytorowie dozwolą mu pojedna­nia i pokuty. Środka jednak tego nie można stoso­wać do skazanych jako recydywiści, bo jedyną dla nich łaską było nie palenie żywcem, ale pozbawie­nie życia przez inną karę, uważaną za mniej okropną.

Dopiero za generalnego inkwizytora Tabery ustanowiono w Rzymie kongregację świętego oficjum, mocą bulli z 1 kwietnia 1545 r. W niej pa­pież nadawał tytuł i prawa generalnych inkwizytorów wiary kilku kardynałom i dominikanom. Gdy instytucja ta przejęła inkwizytorów hiszpańskich obawą zamachu na ich supremację, papież musiał się tłumaczyć i oświadczył publicznie, że nie miał bynajmniej zamiaru zmieniać rzeczy dawnej usta­nowionych i że instytucja generalnych inkwizyto­rów w niczym nie ujmuje praw, które służą innym inkwizytorom. Niemniej jednak, bądź że z czasem zapomniano o tym oświadczeniu, bądź że osłabło jego znaczenie, inkwizycja generalna rzymska po kilkakroć, pozwalała sobie dyktować prawa inkwizycji generalnej hiszpańskiej, lecz ta pretensja dworu rzymskiego nie imponowała zgoła general­nym inkwizytorom tego królestwa; bronili oni cią­gle i tak silnie swoich mniemanych praw, że kilka­krotnie odmawiali wykonania apostolskich brevów, skoro takowe sprzeciwiały się decyzjom, jakie uchwalili zgodnie z Radą Najwyższą. Hiszpańscy inkwizytorowie byliby niewątpliwie inaczej postąpi­li, gdyby nie mieli pewności, że udając się do króla i interesując jego politykę, zmuszą władzę królew­ską do wdania się w spory i do sprzeciwiania roz­kazom papieży, którzy bez wsparcia tej wszech­władnej siły, postąpiliby z nimi jak ze zbuntowa­nymi delegatami, i sprowadziliby ich do stanowiska prostych księży, wyrzekając złożenie ich z urzędu.

Krok więc, na który ośmieliła- się hiszpańska inkwizycja dla utrzymania swojej powagi wobec wszelkiej innej władzy, i nadużycie przez general­nych inkwizytorów niechybnych środków, którymi rozporządzali dla omylenia królewskiego zaufania, stanowiły prawdziwą przyczynę ciągłych nieporo­zumień, które poróżniły dwór rzymski z dworem madryckim.

Inkwizytorowie dobrowolnie nieposłuszni papie­żowi, umieli także nie słuchać króla, ilekroć chcieli wyminąć jego rozkazy. I tak, kiedy w r. 1543 Ka­rol Piąty odjął świętemu oficjum prawo wykonywa­nia jurysdykcji królewskiej, to jest przywilej są­dzenia swoich urzędników, familiarów i innych świeckich oficjalistów inkwizycji, za przewinienia obce wierze, inkwizytorowie Barcelony wytoczyli skandaliczny proces vice-królowi Katalonii, ponie­waż on sam kazał ścigać jednego ceklarza familia-ra i sługę wielkiego woźnego świętego oficjum w tern mieście, którzy dopuścili się kontrawencji co do przepisów o noszeniu broni. Prześladowania ze strony vice-króla inkwizytorowie uważali jako zamach i ciężką obrazę świętego trybunału wiary-, ośmielili się upraszać Karola V o karę, a cesarz ten z pogardą swojego własnego dekretu z r. 1535, za­żądał od vice-króla, aby uległ i prosił o absolucję

ud cautelam od zarzutów, na jakie się naraził, prze­śladując tych nędzników. Vice-król musiał wystą­pić na uroczystym auto-da-fe, aby go tam uwolnio­no od występku obrazy inkwizycji.

„W Sycylii gdzie inkwizycja zależała od wielkie­go inkwizytora Hiszpanii, zdarzyła się jednocześnie sprawa tejże samej natury. Vice-król tej wyspy kazał stawić przed trybunałami dwóch familiarów inkwizycji, których tam skazano na chłostę za przestępstwa pociągające za sobą tę karę. Dziekan inkwizytorów sycylijskich zaniósł skargę do gene­ralnego inkwizytora Tabery, a ten uzyskał świetne zadosyćuczynienie od Filipa Austryackiego, który podczas nieobecności Karola Piątego, zarządzał wszystkimi królestwami hiszpańskiej monarchii. Ten młody książę, również zabobonny jak jego oj­ciec, napisał natychmiast do vice-króla Sycylii, aby się poddał pokucie, jaką mu nakażą inkwizytorowie, i aby starał się o absolucję od swojego występku.

Te dwa wypadki udawadniają dostatecznie fałszywość polityki królów hiszpańskich, ponieważ narażali się na zjednywanie sobie najstraszliwszych nieprzyjaciół, byle tylko przypodobać się inkwizy­torom, mającym nieograniczone zachcenia. I rzeczy­wiście jeżeli vice-król Sycylii doznał tego poniżenia tak nienaturalnego w jego położeniu, od niego tylko zależało wywołać powszechne powstanie i zniweczyć inkwizycję, gdyż Sycylianie tak dobrze byli usposo­bieni do zniweczenia świętego oficjum i zrzucenia jarzma hiszpańskiego inkwizytora, że jedno słowo vice króla byłoby dostateczne do powołania ich pod broń. Zuchwalstwo inkwizytorów nie obliczało nigdy skutków przedsięwzięć i wszystko się im udawało.

Za rządów także wielkiego inkwizytora Tabery pojawił się ów wielki szalbierz Jan Perez de Saavedra, znany pod nazwą fałszywego nuncjusza por­tugalskiego. Należy przenieść się w wiek zabobo­nów i ciemnoty, aby pojąć, że jeden mnich, bez po­wołania i jedynie za pomocą podrabianych dowodów, zdołał niewolniczo zawładnąć całym królestwem. Historia tego bezczelnika oczyszczona z licznych bajek, rozsiewanych na jego rachunek, powinna mieścić się w historii inkwizycji.

Jan Perez de Saavedra, szczególnym obdarzony geniuszem, przez jakiś czas wprawiał się do podra­biania apostolskich buli, królewskich rozkazów wekslów i t.p., i naśladował je tak doskonale, iż po­trafił posługiwać się niemi tak, iż nikt nie wątpił o ich autentyczności. Tym sposobem udało mu się uchodzić za komandora orderu wojskowego Ś-go Jakóba, za co przez półtora roku pobierał trzy ty­siące dukatów dochodu; wkrótce za pomocą podro­bionych obligów królewskich, nabył trzysta sześć­dziesiąt tysięcy dukatów, i sekret tak wielkiego majątku nigdy nie byłby wyszedł na jaw, gdyby mu nie przyszła fantazja uchodzić za kardynała i chęć sprawowania obowiązków papieskiego legata.

Saavedra przebywał w królestwie Algarbii, wkrótce po zatwierdzeniu instytucji jezuitów; wtem przybył do tego kraju ksiądz tego towarzystwa, opatrzony apostolskim breve, upoważniającym go do założenia kolegium jego towarzystwa w Portu­galii. Saavedra słyszał jego kazanie i tak był nim zadowolony, że go zaprosił na obiad i zatrzymał kil­ka dni przy sobie.  Jezuita poznawszy przez ten czas talent Saavedry, oświadczył mu, iż pragnie mieć fac simile swojego breve, doskonale jego ręką naśladowane, któreby zawierało także pochwały Towarzystwa Jezusowego.  Żądanie jezuity Saavedra wykonał tak zręcznie, iż obaj uznali, że ten akt doskonale może zastąpić oryginał.   Dla uzupełnie­nia dobra, jakie mogłoby przynieść Portugalii usta­nowienie kolegium nowych kaznodziei apostolskich Towarzystwa Jezusowego, Saavedra i jezuita osądzili, iż korzystną byłoby rzeczą urządzić tam trybu­nał inkwizycyjny według planu przyjętego w Hisz­panii. To postanowiwszy, Saavedra, udał się do Tubilli, miasta w tejże prowincji, gdzie przy pomocy jezuity, zredagował bullę apostolską, której potrze­bowali do swojego projektu, a zarazem mniemane listy Karola Piątego, tudzież księcia Filipa jego sy­na, do króla Portugalii Jana III. Rozgłoszono, że tę nową bullę przysłano Saavedrze jako legatowi a latere, dla założenia inkwizycji w Portugalii, skoro monarcha na to się zgodzi. Saa.edra udał się do Sewilli, przyjął na swój koszt dwóch powier­ników, z których jeden musiał mu służyć za sekre­tarza, drugi zaś za marszałka dworu; kupił lektyki i srebne naczynia i zamierzył przywdziać szaty rzymskiego kardynała. Wysłał do Korduby i Gre­nady swoich dwóch powierników, dla zamówienia tam służących, i polecił, aby potem jego powozem udali się do Badajozu, gdzie uchodzić mieli za faini-liarów kardynała przybyłego z Rzymu, który ma przejeżdżać przez to miasto w podróży do Portu­galii i urządzić tam inkwizycję; mieli oni także głosić, iż on sam wnet przybędzie, bo podróżuje pocztą.

W oznaczonym czasie, Saavedra zjawił się w Ba­daj ozie, gdzie sekretarz, marszałek i słudzy publicznie ucałowali mu rękę, jako kardynałowi legatowi a latere. Z Badajozu wyjechał do Sewilli, gdzie w pałacu arcybiskupim przyjął go kardynał Loaisa, rezydujący w Madrycie, w charakterze generalnego apostolskiego komraisarza świętej krucjaty. Wszys­cy okazywali mu uszanowanie i przychylność.

Saavedra bawił w tym mieście osiemnaście dni, i przez ten czas wypłacili mu na mocy jego fałszy­wych obligów 1,130 dukątćw sukcessorowie mar­grabiego Tarify.

Poczym wyprawił swojego sekretarza do Lizbo­ny, z bullami i papierami, aby dwór uprzedzony o jego bliskim przybyciu, wydał potrzebne codo je­go przyjęcia rozporządzenia. Niespodziane przysłanie tego legata do Lizbony z bullami i papierami, wiel­ki wywołało rozruch u dworu, gdzie nie spodziewa-wano się takiej nowości; jednak król wyprawił do granicy wielkiego pana ze swojego dworu, aby sam przyjął kardynała legata, który też wyjechał do Lizbony gdzie przepędził trzy miesiące otoczony największymi względami.

Potem podróżował, po różnych stronach króles­twa, przebiegając wszystkie diecezje i żądając jak najbardziej szczegółowego o wszystkim sprawozda­nia. Trudno byłoby położyć koniec jego apostolskiej troskliwości, lecz nieprzewidziane okoliczności zwró­ciły uwagę na jego szalbierstwo. Generalny inkwi­zytor hiszpański Tabera wykrył oszusta, i gdy zwie­dzał jakąś parafię, kazał go aresztować; znaleziono przy nim znaczne summy w złocie, nabyte przez fałszowanie bon królewskich. Inkwizycja skazała Saavedrę na dziesięć lat galer, ale pozostawał tam najwięcej lat dziewięć i z rozkazu Filipa II wrócił na dwór w r. 1562.

Taka jest historia tego fałszywego nuncjusza apostolskiego, któremu Portugalczycy winni, jeżeli nie ustanowienie, to przynajmniej organizację u nich świętego oficjum; bo prawie wszystkie nominacje wydane przez Saavedrę utrzymały się pod pozorem, że święte oficjum było także potrzeb­ne w Portugalii, z powodu mnóstwa żydów osiadłych tam po wygnaniu ich z Hiszpanii.   Saavedra szal­bierz i fałszerz, którymu podobnych zawsze skazy­wano na karę główną, przez inkwizycję skazany był tylko na dziesięcioletnie galery; a tenże sam trybunał skazywał codziennie na spalenie żywcem nowych chrześcijan, zacnych i uczciwych, za nie-przyznanie się do zbrodni, częstokroć urojonych, o które obwiniali ich ludzie zawsze podejrzani. Gdy ten skandaliczny proces zajmował toledańskich in­kwizytorów, tymczasem inkwizytorowie innych pro-wincyj bez ustanku skazywali lutrów, mniemanych czarowników i magików, tudzież wiele innych osób, których sprawy z powodu niedorzeczności lub szka-rady swojćj treści umieścimy w końcu niniejszego

dziełka. Jednocześnie inkwizycja portugalska urzą­dzała sposoby znoszenia się z inkwizycja hiszpań­ską, aby obie użytecznie pracowały nad śledzeniem obwinionych.

Kardynał Tabera, szósty generalny inkwizytor, umarł 1 sierpnia 1545 r., w kilka dni po urodzeniu się don Karlosa Austrjackiego, syna Filipa IL Przy śmierci jego liczba trybunałów świętego oficjum by­ła ta sama co wówczas, gdy stanął na czele inkwizycji. Przez siedem lat rządów Tabery rozmaici inkwizytorowie hiszpańscy skazali 7,720 indywiduów, z których 840 spalono żywcem, a 420 w wyobraże­niach, inni ponieśli rozmaite kary i konfiskatę ma­jątków. W rachunku tym nie mieszczą się ofiary stracone i zesłane na galery przez tegoż generalne­go inkwizytora w Sycylii, w Ameryce i w Indyach. Liczba osób, które naówczas zginęły w płomieniach, musiała być przerażająca, kiedy Karol Piąty mimo swojej gorliwości dla inkwizycji, musiał zakazać brania Indyan pod sąd.

Kardynał don Garcia de Loaisa, chociaż w bar­dzo podeszłym wieku, nastąpił po generalnym in­kwizytorze Taberze; był on spowiednikiem Karola V, generalnym przeorem zakonu Ś-go Dominika, i ko-missarzem generalnym świętćj krucjaty. Rządy jego trwały tak krótko, iż nie miał czasu niczćm się od­znaczyć. Projektował jednak cesarzowi sprowadze­nie inkwizycji do stanowiska, jakie zajmowała przed wstąpieniem na tron Ferdynanda Katolickiego, lecz ze śmiercią jego zaszłą na początku 1546, projekt ten poszedł w zapomnienie.

Tegoż roku, Karol V zatrwożony postępami luteranizmu w Niemczech, obawiając się, aby nie prze­niknął do południowej Europy, znowu chciał zapro­wadzić inkwizycję w królestwie Neapolu. Wiedział on, że zamiar ten nie powiódł się jego przodkowi, ale ufny w swoje cesarskie dostojeństwo i świetne wypadki swojego panowania, sądził że może liczyć na powolność Neapolitanów.

Don Piotr Toledański, jego vice król, otrzymał rozkaz mianowania inkwizytorów i urzędników wy­branych pomiędzy mieszkańcami, mianowicie ludzi zdolnych zadosyć uczynić przedsiębranym zamiarom; przysłać rządowi listę mianować się mających osób, tudzież wszystkie potrzebne dokumenty, aby gene­ralny inkwizytor mógł dostarczyć potrzebnych prowizji i uprawnić władzę nowych inkwizytorów.

Po uskutecznieniu tego, dziekan inkwizytor Sy­cylii miał udać się do Neapolu wespół z sekretarzem i innymi urzędnikami inkwizycji, i ustanowić tam trybunał oraz wszelkie formy inkwizytorialnej jurysdykcji, iżby członkowie nowej instytucji szybko rozpocząć mogli urzędowanie.

Z razu te rozkazy cesarza nie napotkały trudno­ści w wykonaniu, lecz zaledwie dowiedziano się, że alguazylc nowej inkwizycji aresztowali j”uż kilka osób, Neapolitanie rzucili się do broni, wycięli część wojska hiszpańskiego, a resztę zmusili schronić się do twierdz. Karol V z obawy powszechnego buntu, zawarł układ z ludem, który wrócił do porządku, pod warunkiem, że cesarz zaniecha zamiaru ustano­wienia nowoczesnej inkwizycji w Neapolu.

Walka ta nastręcza nam godną uwagi okoliczność, mianowicie, że Paweł III jawnie protegował zbunto­wanych Neapolitanów, w celu odrzucenia hiszpań­skiej inkwizycji. Wszelkimi więc sposobami pod­żegał drażliwość Neapolitanów. Tym sposobem inkwizycja rzymska, od lat 3 zaprowadzona w Neapo­lu, bez najmniejszego szemrania odniosła w tym królestwie zwycięstwo nad hiszpańskim świętem oficjum. Widać tu jak mały miała religia udział w tych walkach politycznych, których ofiarami zaw­sze były ludy. Loaisa umarł 22 kwietnia 1546 r. W ciągu je­go sześcio-miesięcznych rządów, święte oficjum. potępiło 780 indywiduów: 120 poniosło karę ognia, a około 60 spalono w wyobrażeniach. Lecz zjawił się natychmiast wielki inkwizytor Valdes, a jego długie przywództwo inkwizycji podsycało stosy, bar­dzo często przypominając rządy obrzydliwego Torquemady.

Opisanie auto-da-fe

Święte oficjum miało zwyczaj obchodzić dwa rodzaje auto-da-fe: jedno cząstkowe, drugie ogólne.

Cząstkowe auto-da-fe odbywało się kilka razy do roku, w stałych epokach, mianowicie w przed­ostatni piątek Wielkiego postu i inne dni przez in­kwizytorów oznaczane. Na tych cząstkowych egzekucjach figurowała zawsze mniejsza liczba nieszczęś­liwych, aniżeli na egzekucjach ogólnych.

Egzekucje ogólne rzadziej się zdarzały; tego rodzaju widowiska pozostawiano na wielkie uro­czystości, jak n. p. na dzień wstąpienia na tron mo­narchy, na dzień jego zaślubin, na dzień urodzin jakiegoś infanta, lub na rocznice pamiątkowych dni; takim – ogólnym auto-da-fe inkwizycja fetowała arcykatolickich królów. Wszystkich skazanych, z których wielu od mnogich lat jęczało w więzieniu, wydobywano stamtąd żywych albo umarłych, aby figurowali na tym barbarzyńskim obrzędzie.

Na miesiąc przed dniem wyznaczonym na ogólne auto-da-fe, członkowie inkwizycji, poprzedzeni chorągwią swoją, wychodzili z cala kalwakatą z pa­łacu świętego oficjum na wielki plac, i oznajmiali .mieszkańcom, że za miesiąc od tego dnia nastąpi ogólna egzekucja osób skazanych przez inkwizycję. Następnie cała ta kalwakatą obchodziła miasto przy odgłosie trąb i kotłów. Od tej pory zajmowa­no się przygotowaniami potrzebnymi do nadania te­mu obrzędowi uroczystości i wspaniałości; w tym celu urządzano na wielkim placu teatr na pięćdzie­siąt stop długi, wzniesiony aż do wysokości kró­lewskiego balkonu, kiedy miasto, w którym miało nastąpić auto-da-fe, było stolicą.  Na końcach i całej długości tego teatru, po prawej stronie kró­lewskiego balkonu, wznosił się amfiteatr o dwu­dziestu pięciu lub trzydziestu stopniach, przezna­czony dla Rady Najwyższej i dla innych rad w Hiszpa­nii. Powyżej tych stopni widziano pod baldachimem krzesło wielkiego inkwizytora, wzniesione wyżej niż balkon królewski. Po lewej stronie balkonu i teatru urządzano drugi, amfiteatr, dla pomieszcze­nia na nim skazanych. W pośrodku wielkiego te­atru istniał drugi bardzo mały, podtrzymujący dwa rodzaje drewnianych klatek, otwierających się z góry, gdzie znajdowali się skazani podczas czytania im wyroku. Wprost naprzeciw tych klatek znajdowa­ły się dwie katedry, jedna dla czytającego wyroki, druga dla kaznodziei. Na koniec urządzano ołtarz przy placu radców.

Król, królewska rodzina, oraz wszystkie damy dworu, zajmowały królewski balkon. Inne balkony były również przygotowane dla ambassadorów i gran­dów koronnych, dla ludu zaś urządzano ogólne wzniesienia.

W miesiąc po ogłoszeniu auto-da-fe, rozpo­czynał ceremonię pochód szarbonierów, domini­kanów i familiarów, z kościoła udający się na wiel­ki plac; pochód ten wracał ustawiwszy przy ołtarzu krzyż zielony, owinięty czarną krepą, tudzież sztan­dar inkwizycji. Sami tylko dominikanie pozosta­wali na teatrze i przez część nocy śpiewali psalmy i odprawiali msze.

O godzinie siódmej rano, król, królowa i cały dwór pojawiali się na balkonie.

O ósmej, procesja wychodziła z pałacu inkwizycji, i dążyła na plac w następującym porządku:

  1. Stu szarbonierów, uzbrojonych w piki i mu­szkiety. Mieli prawo do udziału w procesji, bo dostarczali drzewa na spalenie heretyków.
  2. Dominikanie, poprzedzeni białym krzyżem.
  3. Sztandar inkwizycji, niesiony przez księcia Medinę Celi, według przywileju jego rodziny. Sztan­dar ten był zrobiony z czerwonego adamaszku, z wy-

. szytym na jednej stronie herbem Hiszpanii, a na drugiej gołym mieczem, otoczonym wieńcem wa­wrzynu.

  • Grandowie hiszpańscy i familiarowie inkwizycji.
  • Wszystkie ofiary, bez różnicy płci, uszyko­wane według kar mniej więcej srogich, na jakie by­ły skazane.

Skazani na lżejsze kary szli najpierw, boso, z odkrytemi głowy, ubrani w płócienne san-benito z wielkim żółtym krzyżem Ś-go Andrzeja na pier­siach i z takimże drugim na plecach. Za nimi szła klassa druga skazanych na biczowanie, na ga­lery i na uwięzienie. Następnie postępowali ci, którzy uniknąwszy ognia przez przyznanie się po osądzeniu, mieli być tylko uduszeni, ci mieli na so­bie san-benito z malowanymi na nim diabłami i płomieniami, kartonowe na trzy stopy wysokie czapki na głowie, zwane coroza, a malowane podobnie jak san-benito.

Zatwardziali, recydywiści i wszyscy, których miano spalić żywcem, szli na ostatku, przyodziani jak poprzedni, z tą różnicą, że na san-benito mieli wymalowane większe płomienie. Pomiędzy tymi nieszczęśliwymi, znajdowali się często zakneblowani. Każdemu ze skazanych na śmierć towarzyszyło dwóch familiarów i dwóch duchownych. Każdy skazany, do jakiej bądź klasy należał, trzymał w ręku żółtą woskową świecę.

Za ofiarami żyjącymi niesiono kartonowe posą­gi skazanych na spalenie, lecz zmarłych przed na­stąpieniem auto-da-fe; w skrzyniach niesiono także ich kości.

Wielki orszak złożony z Najwyższej Rady, z in­kwizytorów i duchowieństwa, zamykał pochód. Wiel­ki in wizy tor szedł na ostatku ubrany w fioletową suknię i eskortowany przez swoich przybocznych gwardzistów.

Skoro procesja przybyła na plac, a każdy usiadł, ksiądz odprawiał mszę świętą, aż do Ewan­gelii.   Wtedy wielki inkwizytor wstawał ze swego krzesła, a przywdziawszy kapę i mitrę, zbliżał się do królewskiego balkonu, żądając przysięgi, mocą której hiszpańscy królowie zobowiązywali się prote­gować katolicką wiarę, wytępiać herezję i całą swoją powagą dopomagać postępowaniu inkwizycji. Jego arcykatolicka królewska mość, stojąc z od­krytą głową poprzysięgał to wszystko. Tę samą przysięgę wykonywało całe zgromadzenie.

Po czym jeden dominikanin wstępował na ambonę i miał kazanie przeciw heretykom, pełne po­chwał dla inkwizycji. Po skończonym kazaniu spra­wozdawca świętego oficjum czytał wyroki; każdy skazany słuchał swojego wyroku klęcząc w klatce, po czym wracał na swoje miejsce.

Po odczytaniu wyroków, wielki inkwizytor wsta­wał ze swojego siedzenia i dawał absolucję na­wróconym, nieszczęśliwych zaś skazanych na utratę życia, oddawano w ręce władzy świeckiej, wsadzano ich na osłów i wieziono na guemadero, gdzie pono­sili śmierć. Tam znajdowało się tyle stosów, ile by­ło ofiar. Palono najprzód posągi i kości zmarłych; następnie kolejno przywiązywano wszystkich ska­zanych do słupów, umieszczonych pośrodku każde­go stosu i podkładano ogień.” Jedyną łaską, którą czyniono tym nieszczęśliwym, było zapytanie: czy chcą umrzeć jako dobrzy chrześcijanie?  W razie twierdzącej odpowiedzi, kat dusił ofiarę pierwej nim podłożył ogień pod stos.

Nawróceni skazani na wieczne więzienie, na ga­lery i biczowanie, odprowadzani byli do więzień świętego oficjum, skąd wychodzili dla wycierpienia naznaczonej im pokuty i dla odprowadzenia ich do miejsc przeznaczenia. Takie były formalności i obrzędy używane pod­czas tych barbarzyńskich egzekucji, które śmiano nazywać akiami wiary, którym król i dwór towa­rzyszyli, jakby jakiej wielkiej uroczystości. Hisz­pania winna im stratę połowy swojej ludności i hańbę zimnego ich znoszenia przez kilka wieków.

Wygnanie żydów, okrucieństwa i śmierć Torquemady

Starzy hiszpańscy chrześcijanie, których niena­wiść ku żydom wzrosła jeszcze bardziej, od czasu jak inkwizycja prześladować ich zaczęła, dokładali wszelkich starań ku obudzeniu podobnej nienawiści dla tych nieszczęśliwych tak w świętem oficjum jako i w rządzie. Obwiniano ich nie tylko o nama­wianie do apostazji dawnych swoich współwyznaw­ców, którzy przyjęli chrześcijańską wiarę, ale przy­pisywano im nawet wielką liczbę świętokradztw i zbrodni, jak np. porywanie chrześcijańskich dzieci i krzyżowanie ich w wielki piątek, w zamiarze na­śladowania śmierci Jezusa Chrystusa, zniewagę po­święcanych hostii, spiskowanie przeciw spokojności kraju. Prócz tego lekarzy i aptekarzy żydów ob­winiano o nadużywanie swojej nauki, o zadawanie śmierci chrześcijanom, których pielęgnowali. Do­wody jakoby poświadczające wszystkie te zbrodnie były niedorzeczne, lecz stronniczy duch przyjmował je jako przekonywające i użył ich dla wywołania wygnania wszystkich żydów z królestwa.

Izraelici uwiadomieni o grożącym niebezpie­czeństwie i przekonani, że dla odwrócenia burzy dosyć będzie ofiarować Ferdynandowi pieniądze, obowiązali się mu dostarczyć trzydzieści tysięcy dukatów na koszty wojny, prowadzonej z Maurami w Grenadzie. Ferdynand miał już zgodzić się na ten projekt; ale fanatyczny Torquemada śmiał oprzeć się temu, i w dniu 31marca 1492 r. ogłoszo­no dekret, nakazujący żydom wszelkiej płci i wieku wydalić się z Hiszpanii. Tym, którzy nie usłuchają tego rozkazu przed upływem czterech miesięcy, Ferdynand zagroził karą śmierci i konfiskatą ma­jątków.

Tak okrutny rozkaz postawił żydów hiszpań­skich w konieczności ucieczki albo chrztu. Prawie wszyscy pośpieszyli ze sprzedażą swoich majątków i z opuszczeniem kraju, zapewniającego im tak ma­ło bezpieczeństwa. Przez tę emigrację, Hiszpania straciła przeszło ośmkroć sto tysięcy mieszkańców, i to w chwili kiedy zawojowanie królestwa Grenady wydaliło do Afryki znaczną liczbę Maurów.

Wygnanie żydów i zajęcie Grenady przez wojska Ferdynanda, były to dwa pamiętne wypadki, które dostarczały nowych ofiar inkwizycji; bo pomiędzy mahometanami i izraelitami, którzy przyjęli chrześciańską wiarę dla pozostania w kraju, prawie wszys­cy byli tylko pozornie nawróceni. Wkrótce inkwi­zytorowie wykryli tych nieszczęśliwych, a sto­sy wnet mnóstwo ich pochłonęły. Przy tej sposob­ności Ferdynand dopomógł okrucieństwom świę­tego oficjum; historia uczy nas, jakim sposobem skazał na powolną śmierć kilku żydów znalezionych w Maladze, gdy odebrano Maurom to miasto; roz­kazał aby ich zabito kolczastymi trzcinami; okropna kara, na którą Maurowie skazywali tylko winnych obrazy majestatu.

Lecz poświęcenie żydów i Maurów niedostatecz­ne było dla fanatyka Torquemady; ośmielił się on nawet oddać pod sąd biskupów Segowii i Cala-horry, obu powszechnie szanowanych, i w tern tylko winnych, że byli synami ochrzczonych żydów. Na­daremnie ci dwaj prałaci przedstawiali apostolskie bulle, zabraniające inkwizytorom występować przeciw biskupom i oddające ich pod wyłączną jurysdykcję papieża. Torquemada przygotował sekretną instrukcję, która zmusiła obu obwinionych udać się do Rzymu i przedstawić papieżowi swoją obronę. Dosyć było naówczas, aby jaki żyd nawró­cony pozostawił po sobie majątek, a zaraz inkwizycja używała wszelkich możliwych środków, dla udowodnienia, że umarł w judejskiej herezji, dla pohańbienia tym sposobem jego pamięci, dla skon­fiskowania jego dóbr, wydobycia z grobu kości, wy­dania ich na stos i pozbawienia dzieci wszelkich godności. Taki to cel założył sobie Torquemada, występując przeciw obu prałatom; lecz przegrał z razu, bo papież wziął tę sprawę do serca, przesłał ją do opinii innych biskupów, którzy wydali przy­chylną dla obwinionych decyzję. Wynagradzając poniesione przez nich szkody, papież mianował bi­skupa Segowii posłem w Neapolu, a biskupa Cala-horry posłem w Wenecji.

Torquemada rozgniewany niemożnością zgubie­nia tych dwóch prałatów, znalazł jednak sposób wy­toczenia im nowego procesu, w którym zdołał prze­konać, że ci obaj biskupi na nowo wpadli w herezję, i spowodować zamknięcie ich w jednym zamku, gdzie umarli, pozbawieni majątków i biskupiej god­ności.   Intryga prawie zawsze zapewniała inkwi­zytorom powodzenie ich przedsięwzięć; to też nie wahali się przedsiębrać rzeczy niesprawiedliwych, ilekroć takowe dogadzały ich despotyzmowi.

Atoli usilna gorliwość Torquemady nie ograni­czała się jedynie na ściganiu osób; zwracał on tak­że baczność i na książki. Pomimo istnienia komisji złożonej z biskupów i prezesów różnych władz, obowiązanej rozpoznawać, cenzurować, dopuszczać do druku i sprzedaży, tudzież sprowadzać wszelkie książki, Torquemada korzystał z każdej okoliczności i prawa swoje tudzież jurysdykcję roz­ciągał do wszelkich płodów prasy. Zaczął w r. 1490 od spalenia rozmaitych Biblii hebrajskich, podczas auto-da-fe, które odbywało się w Salamance, pod pozorem że zarażone były błędami judaizmu. Wkrótce potem wyprawił inne auto-da-fe, na którym spalił przeszło sześć tysięcy tomów, które kwalifikatorowit inkwizjcyjnej rady uznali za niebez­pieczne, a między którymi znajdowało się wiele dzieł szacownych, w tern jedynie winnych, że ich nie rozumiano. Torquemada do tego stopnia posunął zuchwalstwo swoje, iż zniszczył całą bibliotekę don Henryka Aragońskiego, księcia krwi królewskiej? ogarniając tym sposobem swoją wandalską proskrypcją literaturę, nauki i sztuki, tudzież teologię i za­bobonne praktyki czarnoksięstwa.

Słowem Tomasz Torquemada, przez lat osiemnaście ubiegłych od czasu mianowania go wielkim inkwizytorem generalnym, do .16 września 1498 ro­ku, czyli do dnia jego śmierci, dopuścił się tak wiel­kich nadużyć, iż historycy nie zdołali dokładnie obliczyć ilości jego ofiar. Niektórzy utrzymywali, że Torquemada spalił lub skazał na hańbiące kary ‚ przeszło dwakroć sto tysięcy osób obojga płci; in­ni opierając obliczanie swoje na ówczesnych matrykułach i na wierze dawnych rękopisów, twierdzą w sposób bardziej stanowczy, że trzynaście inkwizycji w Sewilli, Kordubie, Jaenie, Toledzie, Kadyksie, Valladolidzie, Calahorze, Murcyi,Cuency,Saragossie, Walencji, Barcelonie i Majorce ustanowionych, kolejno od r. 1481 do 1487 za rządów Torquemady, skazało na spalenie 10,220, spaliło wyobrażenia6,860 skazało zaś na inne kary i konfiskatę majątków 97,371 osób. Potrzeba tu może dodać ważną uwagę, która powiększa rzeczywistą liczbę ofiar inkwizj-cyi; a mianowicie, że w liczbie 6,860 osób, których wyobrażenia spalono, znajduje się najmniej cztery tysiące takich, które powoli zginęły w więzieniach świętego oficjum, oraz blisko dwa tysiące takich, któ­rych kości wydobyte były z grobu; zostanie zatem bardzo mała liczba spalonych in effigio, którzy się wymknęli inkwizycji.  A tak za inkwizytorskich rządów Torquemady było w ogóle 114,401 rodzin skazanych na hańbę i rozpacz.

Wszystkie te nieszczęścia były skutkiem sys­temu przyjętego przez tego pierwszego wielkiego inkwizytora generalnego; usprawiedliwiają one po­wszechną nienawiść, jaka mu towarzyszyła aż do grobu, tudzież sromotę jego pamięci. Torquemada wiedział, że ciągłe niebezpieczeństwo groziło jego życiu; musiał zatem przedsiębrać wszelkiego rodza­ju ostrożności. W podróżach towarzyszyło mu pięć­dziesięciu inkwizycyjnych familiarów konno, a przeszło dwudziestu pieszo; ci rozświecali mu drogę, jakby dla korpusu wojska postępującego w pośród nieprzyjaciela. Niezależnie od tego miał zawsze na sobie obronę (jikornę), której przypisy­wano możność wykrywania i neutralizowania tru­cizn.

Okrutny jego zarząd i wywołane przezeń skar­gi przerażały nawet papieża, a Torquemada trzy razy musiał wysyłać swego towarzysza do Rzymu, z poleceniem bronienia go od obwinien, których był codziennym przedmiotem. Na koniec rzeczy zaszły tak daleko, iż Aleksander VI, znużony skargami, ciąg­le zewsząd na wielkiego inkwizytora zanoszpnemi, chciał go pozbawić władzy, do jakiej go upoważnił, lecz przeszkodziły mu w tern polityczne względy i szacunek dla hiszpańskiego dworu. Poprzestał zatem na wyprawieniu breve, z dnia 23 Czerwca 1494 roku, w którym oświadczył, że gdy Torquemada jest już w podeszłym wieku i cierpi na rozmaite dolegliwo­ści, przeto stolica apostolska sądzi stosownem, do­dać mu czterech biskupów, inkwizytorów general­nych, i nadaje im prawo ukończenia, wspólnie z wielkim inkwizytorem, wszelkich dotyczących wiary interesów. Środek ten byłby zapewnie wy­dał dobre skutki, ale Torquemada potrafił ubezwładnić rozporządzenie papieskiego breve.

Umarł, wywierając zawsze swój okrutny despotyzm, i sys­tem ten przekazał swoim następcom. Torquemada zdołał tak wielką trwogą przejąć wszystkich Hiszpanów, iż wielu znakomitych panów uznało za rzecz roztropną okazywać raczej przychylność świętemu oficjum, aniżeli prędzej lub póź­niej dozwolić na zaliczenie ich do klasy podejrza­nych, i dobrowolnie podjęli się obowiązku familiarów świętego oficjum.

Przykład ten tudzież pre­rogatywy i swobody, które Ferdynand nadał człon­kom tego rodzaju kongregacji, przywabiły mnóstwo osób z klas wyższych. Tym sposobem zrekrutowała. się ta milicja Chrystusowa, a jej legiony wkrótce wzrosły tak potwornie, że były miasta bardziej zaludnione uprzywilejowanymi familiarami aniżeli mieszkańcami ulegającymi prawom mu­nicypalnym. Familiarowie ci pełnili obowiązki przybocznych gwardzistów przy wielkim inkwizy­torze generalnym i innych inkwizytorach prowincjonalnych. Wstępując do swojej konfraterni, zo­bowiązywali się oni ścigać heretyków i osoby o herezję podejrzane, dawać sierżantom i zbirom świętego oficjum wszelką pomoc, jakiej by potrzebowali przy aresztowaniu oskarżonych, i wypełniać wszel­kie rozkazy inkwizytorów, odnoszące się do ukara­nia winnych. Pomiędzy familiarami niektórzy do tego stopnia posuwali swoją gorliwość, że nie po­wstydzili się rzemiosła szpiegów, delatorów i pro­wokatorów, a wszystko dla miłości Pana Boga. Biada tym, którzy w familiarach mieli nieprzyja­ciół! Swoboda, życie obywatela, prawie zawsze zależały od fałszywego raportu, od fałszywego świa­dectwa: żył w nadziei więzienia, tortury i stosu.

Czwarty inkwizytor generalny Adrian Florencio

Kiedy Karol V odjeżdżał do Hiszpanii, miał wiel­ką chęć znieść inkwizycję, a przynajmniej zorganizować procedurę świętego oficjum według ustaw prawa przyrodzonego i na wzór wszystkich innych trybunałów. Jego nauczyciel Wilhelm de Croy i wielki kanclerz Selvagio natchnęli go tym za­miarem; a tak nigdy bardziej nie groziło inkwizycji niebezpieczeństwo skasowania jej, jak w pierw­szych latach panowania tego młodego monarchy i zarządu generalnego inkwizytora Adriana.

Pragnąc korzystać z przyjaznej chwili i ulżyć jarzma, pod którym Hiszpani od tak dawna jęczeli, kortezy Kastylii, Arragonu i księstwa Katalonii, zgromadzone na początku roku 1518, upraszały króla o nieodzowne w postępowaniu inkwizytorów re­formy; każde zgromadzenie zredagowało projekt do postanowienia przepisującego organizację try­bunału świętego oficjum i formy jego postępowania.

Karol V przyrzekł kortezom Kastylii, iż rozka­że wprowadzić w wykonanie nowy kodeks ułożony praez jego kanclerza Sehagię społem z deputowany­mi; lecz w chwili najbardziej stanowczej dla tryumfu sprawiedliwości i ludzkości, Selvagio umarł, a ge­neralny inkwizytor Adrian, tak dalece zmienił po­jęcia i usposobienia króla, iż nieznacznie zrobił go namiętnym protektorem inkwizycji.

Arragonowie i Katalończycy prosili Karola V aby zabronił inkwizytorom wszczynania spraw o lichwę, sodomę, wielożeństwo, czarnoksięztwo i          inne tego rodzaju przestępstwa, których znajo­mość sobie przywłaszczali; prosili także króla, aby zapobiegł nadużyciom dopełnianym w przedmiocie podatków i ciężarów publicznych.

Karol V przyrzekł uroczyście szanować przywi­leje i zwyczaje każdej swojej prowincji, a co do dawnych punktów oświadczył, że wolą jego jest, aby się stosowano do świętych kanonów i do dekre­tów stolicy apostolskiej. Kortezy z tej królewskiej odpowiedzi wniosły, że uzyskały wszystko czego żą­dały, i rzeczywiście obietnica szanowania świętych kanonów zdawała się to wskazywać; wskutek więc tego kortezy wynurzyły swoją wdzięczność królowi,

składając mu dar pieniężny. Czas przekonał, że obietnice Karola V były równie obłudne jak obiet­nice jego poprzedników. Tymczasem konkordat zawarty między królem a kortezami Arragonu i Kastylii, przesłano do Rzymu dla papieskiego za­twierdzenia. Od tej chwili inkwizytorowie zaczęli znowu intrygować u dworu rzymskiego i u Karola V, i zdołali opóźjiić o dwa lata wydanie bulli kon-firmacyjnćj. W tym przeciągu czasu, święte oficjum Saragossy, uważając za dobre wszelkie środ­ki „do oddalenia grożącego mu niebezpieczeństwa, kazało uwięzić sekretarza aragońskiego zgroma­dzenia, pod pozorem, że zredagował wysłany do Rzymu akt w sposób czyniący obowiązującymi obietnice, które król uczynił tylko warunkowo. Tak ważny zamach na rcprezentację narodową źle uspo­sobił Aragonów dla Karola V, który ten zamach tolerował; nieustająca deputacya uznała za stosowne zwołać nowe kortezy. Karol uwiadomiony o tern zwołaniu, kazał rozwiązać zgromadzenie, lecz kor­tezy oświadczyły, że królowie Aragonu nie mają prawa uciekać się do tak gwałtownego kroku, i na­wzajem postanowiły zawiesić pobór podatków do czasu, aż król zadość uczyni sprawiedliwym reklamacjom Aragonów.

Szczęściem dla żądań kortezów, Leon X zostawał wówczas w wielkim nieporozumieniu z hiszpańską inkwizycja, z powodu sprowa­dzanych przez nią wielkich nieszczęść i knowań w ce­lu utrzymania się.  Papież ten postanowił zrefor­mować święte oficjum, przez poddanie go wszelkim prawidłom i rozporządzeniom prawa cywilnego. W skutek tego powyprawiał breva, którymi ogła­szał: że inkwizytorowie zostają złożeni z urzędu, a biskupi i ich kapituły przedstawią dwóch zakon­ników generalnemu inkwizytorowi, który wyznaczy jednego z nich na członka trybunału świętego oficjum.  Inkwizytorowie odmówili posłuszeństwa pa­pieżowi, a Karol V wysłał do Rzymu nadzwyczaj­nego ambasadora, z upoważnieniem odwołania tych brevów. Leon X ze względu na wagę, jaką Karol V, który tylko co przybrał tytuł cesarza, przywiązywał do tego interesu, uciekł się do środków, dość często przez dwór rzymski używanych: zagmatwał naj-prościejsze kwestje, a zapomniał o głównym przed­miocie.  Napisał do generalnego inkwizytora, że jakkolwiek postanowił w istocie zadosyć uczynić reklamacjom kortezów, nie posunie jednak rzeczy dalej bez zgody cesarza, którym przyrzekł nie wprowadzać nic nowego. Deputowani Aragonu nie zrażeni tym, ciągle i tak usilnie wstawiali się do Rzymu, że jakkolwiek nie zdołali otrzymać od pa­pieża postanowień sprzyjających rozciągłości, jaką

pragnęli nadać artykułom na zgromadzeniu ułożo­nym, przynajmniej nie dopuścili odwołania trzech brevów reformujących inkwizycję, którego to odwo­łania cesarz tak żywo pragnął.

Ta nędzna walka, której szczegóły litość wzbu­dzają, stanowiła wówczas rzecz bardzo ważną, z po­wodu obustronnej żarliwości, i wewnętrznych za­mieszek, trapiących Hiszpanię przez lat dwa; za­kończyła się zaś wypuszczeniem na wolność sekre­tarza arragońskich kortezów i przyzwoleniem na ‚ podatek. Naród nie doznał żadnej prawie ulgi w swoich nieszczęściach, bo bulla reformy nie została wprowadzona w wykonanie, a inkwizycja dopusz­czała się ciągle skandalicznego postępowania i okrut­nych egzekucji.

. Gdy się to dzieje w Aragonie, w Kastylii wy­buchła wojna domowa; biskup Zamory i inni księża stanęli na czele ruchu przeciw inkwizycji. Karol V pragnąc ich surowo ukarać, prosił papieża o upo­ważnienie generalnego inkwizytora do ścigania bi­skupa i innych duchownych; papież dał to upo­ważnienie, zalecając jednak, aby nie karano klątwą; lecz sędzia dworu uznał biskupa za pozbawionego już swoich’ przywilejów, skazał go na śmierć i na­tychmiast rozkazał wykonać wyrok.

Generalny inkwizytor, którego uważano za czło­wieka łagodnego, rzeczywiście był człowiekiem sła­bym ; nadzwyczaj ufał inkwizytorom, i zawsze po­chwalał ich surowe postępowanie. To zaufanie spra­wiło, że liczba ofiar podczas jego inkwizytorskich rządów, zamiast zmniejszyć się, raczej w przeraża­jący sposób wzrosła, bo w przeciągu niespełna pię­ciu lat Adrian zezwolił na skazanie 24,025 osób, z których 1,600 spalono żywcem, a 560 w wyobra­żeniach. Tenże inkwizytor generalny ustanowił drugi trybunał świętego oficjum w Ameryce, a jurysdykcję swoją rozciągnął na Indie i na Ocean.

On także sprawił, że Karol V nie zreformował inkwizycji, jak to przyobiecał Kastylianom i Arragonom, bo go oszukiwał ciągle co do postępowania inkwizytorów w Hiszpanii. Obrano go papieżem po śmierci Leona X i nastąpił po nim 9 stycznia 1522 r., lecz ty­tuł -swój i prawa dopiero 10 września 1523 r. po­wierzył D. Alfonsowi Mauriqucmu arcybiskupowi Se­willi. Było więc prawie dwa lata bezkrólewia, w cią­gu których inkwizycja spaliła 324 osób, niezależnie od 481 skazanych na uwięzienie i konfiskatę ma­jątków. Taki rezultat przedstawiają pierwsze lata panowania Karola V, którego wstąpienie na tron dawało Hiszpanom nadzieję ujrzenia na koniec kresu okrucieństw inkwizytorów.

Kary wymierzane przez inkwizycję

Prawie do pierwszego rzędu kar, na jakie inkwi­zytorowie skazywali swoje ofiary, zaliczyć należy zadawane obwinionym w czasie ich uwięzienia. W większej części miast, więzienia świętego oficjum, były to sale, dwanaście stop długie, a dziesięć szerokie, do których przez małe u góry wybite okienko dochodził zaledwie słaby promień światła, tak, że więźniowie zaledwie mogli rozróżniać przed­mioty.  Połowę tych kryjówek zajmowało wznie­sienie, na którćm więźniowie sypiali, lecz gdy było tam miejsca zaledwie na trzy osoby, a często w każ­dej izbie zamykano dwa razy prawie tyle, najsil­niejsi zatćm musieli sypiać na ziemi, gdzie zaledwie tyle mieli miejsca, ile umarły w grobie.   Izby te tak były wilgotne, iż podściółka udzielana tym nie­szczęśliwym, wprędce gniła. Inne meble więzienne składały się z kilku garnków, do naturalnej potrze­by służących, a wypróżnianych tylko raz na tydzień, co zmuszało więźniów żyć w atmosferze tak nie­zdrów ej, iż większa część umierała, a” ci, którzy to wytrzymywali, tak się zmieniali, iż wyglądali jak chodzące trupy.

Lecz nie dosyć było zamykać ludzi w miejscach tak ciasnych i zatrutych, ale nadto niewolno im było mieć żadnej książki, żadnej innej rzeczy, która by choć na chwilę dozwoliła im zapomnieć o okropnym położeniu. Zabraniano im nawet narze­kać, a jeżeli który nieszczęśliwy więzień wydawał jęki, karano go włożeniem knebla w usta na dni kilka, jeżeli zaś to nie pomagało, ćwiczono okrutnie, włócząc po korytarzach. Tak samo karcono batem tych, którzy w izbach swoich hałasowali, kłócili się między sobą, i w takim razie solidarnie bito wszyst­kich znajdujących się w izbie. Kara taka dotykała wszystkie osoby, bez różnicy płci i wieku, tak, iż młode panny, zakonnice i znakomite damy rozbie-1 rano i bito bez litości.

Taki był stan więzień świętego oficjum i sposób obchodzenia się z jego więźniami w końcu piętna­stego wieku. Odtąd we wnętrzach więzień zaszły niejakie ulepszenia; ale więźniowie prawie zawsze doznawali tam jednakowego losu: widziano, że wie­lu tych nieszczęśliwych, dla położenia końca cier­pieniom, zadawało sobie śmierć dobrowolną. Innych godniejszych litości wyprowadzano z więzień i wie­dziono do izby tortur, gdzie znajdowali się inkwi­zytorowie i kaci, a tam każdy obwiniony, odmawia­jący przyznania się do winy, ulegał męczarni.

Podziemna grota, do której prowadziła nieskoń­czona liczba zakrętów, stanowiła miejsce przeznaczo­ne na wykonywanie tortur; głęboka cisza panująca w tej izbie mąk, widok straszliwych narzędzi kaź-ni, słabo oświetlonych połyskującem światłem dwóch lamp bladych, koniecznie śmiertelną trwogą przejmować musiały duszę pacjenta. Zaledwie sta­nął przed inkwizytorami, zaraz kaci, ubrani w dłu­gie, czarne, parciane suknie i kaptury, z otworami na oczy, nos i usta, chwytali go i rozbierali do ko­szuli. Wtedy inkwizytorowie, łącząc obłudę z okru­cieństwem, wzywali ofiarę do wyznania swojej zbrodni, a jeżeli się jeszcze zapierała, rozkazywali użyć tortury w taki sposób i przez taki czas, jaki uznawali za stosowny. Inkwizytorowie zawsze oświad­czali, że wypadkom uszkodzenia, śmierci lub złama­nia członków, sam tylko oskarżony był winien.

Trzy były rodzaje tortur: sznur, woda i ogień. W pierwszym razie pacjentowi wiązano z tyłu rę­ce sznurem, przeprowadzonym przez blok u sufitu, a kaci podnosili go o ile można najwyżej; zosta­wiwszy go jakiś czas tak zawieszonego, popuszczano sznur, ażeby nieszczęśliwy spadł nagle aż do pół stopy nad podłogę.  To straszne wstrząśnienie wy­ciągało wszystkie stawy, a sznur ściskający pięści, często aż do samych nerwów wrzynał się w ciało. Kara ta, cierpiana przeszło godzinę, pozbawiała często cierpiącego wszelkiej siły, wszelkiego ruchu; lecz inkwizytorowie odsyłali go na powrót do wię­zienia, dopiero wtedy, gdy lekarz inkwizycyjny oświadczył, że torturowany dłużej nie wytrzyma kary i umrze; pozostawiano go więc na łup cierpie­niom i rozpaczy, dopóki inkwizycja nie przygoto­wała nowej straszliwszej tortury.

Drugi rodzaj tortury wymierzany był za pomo­cą wody. Kaci kładli ofiarę na drewnianej szerokiej ławie, wklęsłej, mogącej pomieścić w sobie ciało ludzkie, przez której całą głębię przechodził drąg, na którym ciało opadając w tył, za pomocą urzą­dzonego w ławie mechanizmu, przybierało taką po­stawę, iż głowa znajdowała się niżej od nóg. Z tego wynikało, że oddech stawał się bardzo trudny, a pacjent uczuwał niezmierne boleści we wszystkich członkach, skutkiem ucisku sznurów, krępujących go i wrzynających się w ciało aż do krwi, która wytryskała wprzód nim przyszło do nakręcania sznurów na korbę.

A w tak okropnym położeniu, ka­ci wprowadzali do gardła ofiary cienkie namoczo­ne płótno, którego część zakrywała nozdrza; po­tem leli mu wodę w usta i nos, tak, aby przeciekała tak powoli, iż potrzeba było przynajmniej godziny, aby ofiara połknęła jej kwartę.  Pacjent nie może odetchnąć ani na chwilę; co moment wysila się na połykanie, w nadziei, że pochwyci cokolwiek powie­trza; lecz ponieważ zmoczone płótno stawia temu przeszkodę, a jednocześnie woda wchodzi przez nozdrza, można zatem pojąć, jaką ta nowa kombinacja zadaje trudność najważniejszej funkcji życia. Często się też zdarzało, że po ukończeniu tortury wyjmowano z gardła płótno całe napojone krwią z płuc porwanych, z powodu nadzwyczajnych wysileń nieszczęśliwego męczennika. Dodać jeszcze po­trzeba, że co chwila silne ramię obracało silną kor­bą, a za każdym obrotem sznury krępujące ręce i nogi wrzynały się aż do kości.

Jeżeli te powtórne męki nie zmusiły obwinio­nego do przyznania się, inkwizytorowie uciekali się wtenczas do ognia. Przystępując do tego rodzaju tortury, kaci wiązali najprzód ręce i nogi pacjenta, tak, aby się ruszyć nie mógł; potem nacierali mu nogi oliwą, słoniną i innymi wsiąkającymi materiałami, umieszczali je przed gorejącym ogniem, i tak trzymali poty, aż ciało tak popękało, iż widać było nerwy i kości. Oto były barbarzyńskie sposoby, którymi inkwi­zycja hiszpańska zmuszała swoje ofiary do przyzna­nia się częstokroć do urojonych występków. Trzeba było być bardzo silnym, aby znieść tak okropne próby, które ponawiano kilkakrotnie przez czas in­strukcji procedury, tak, że zaledwie obwiniony za­czynał odzyskiwać siły, brano go na nowo na tortury. Inkwizytorowie pozwalali sobie tyle, że rada Naj­wyższa zabroniła im skazywać tę samą osobę na tortury więcej niż raz, lecz ci zimno barbarzyńcy mnisi wkrótce znaleźli sposób pominięcia zakazu, i przez niepodobny do nazwania wykręt, po tortu­rowaniu nieszczęśliwego przez godzinę, odsyłali go do więzienia, oświadczając, że tortury zawieszają się do chwili, w której uznają za stosowne dalej je pro-wadzić. Tym sposobem nużyli obwinionych i pra­wie zawsze zmuszali do uznania się za winniejszych, aniżeli byli rzeczywiście. Zmordowani cierpienia­mi, śmierć poczytywali za ulgę; wielu zadawało ją sobie samym w więzieniu, a inni obojętnie patrzyli na przygotowania do Quio-da-le mającego ich wy­dać płomieniom.

Srogość inkwizycji i opór Hiszpanów

Zamordowanie dominikanina Arbaesa mocno roz­drażniło wszystkich inkwizytorów: poprzysięgli pomścić śmierć jego, i Torąuemada wydał najsu­rowsze rozkazy, względem wykrycia sprawców i wspólników zbrodni obrazy inkwizycji, oraz dla ukarania ich jako heretyków, nieprzyjaciół święte­go oficjum. Jeden z morderców, wzięty na męki wy­znał wszystko co wiedział o spisku, i ułatwił po­szukiwania inkwizytorów, wskazując niektórych spiskowych.

Trudno policzyć rodziny, które padły ofiarą zemsty inkwizytorów, w krótkim czasie spalili oni przeszło dwieście osób, a że najlżejszą wskazówkę uważano za dowód wspólnictwa, mnóstwo nieszczęś­liwych zginęło powolną śmiercią w głębi więzień. Dosyć było okazać gościnność uciekającemu, aby być skazanym przynajmniej na hańbę figurowania w auto-da-fe w ubiorze pokutnika. Gdy inkwizy­torowie nie oszczędzali nikogo, w trzech więc pierw­szych klasach szlachty nic było rodziny, która by nie miała jakiego członka swojego pomiędzy ska­zanymi na hańbiące kary, i widziano don Jakóba z Nawarry, syna sławnego infanta don Karlosa, zamkniętym w więzieniu Saragossy, z którego wy­szedł dla poniesienia publicznej pokuty, jako prze­konany o ułatwienie ucieczki kilku spiskowym. Głównych sprawców mordu Arbaesa ćwiartowano; przed powieszeniem poobcinano im ręce, ciała ich potem pocięto w kawały i członki te wystawiono na publicznej drodze. Jeden z nich zabił się w wię­zieniu w przeddzień swojej kary, ale i z jego tru­pem postąpiono podobnie jak z trupami innych skazanych. Inkwizytorowie przyobiecywali darować życie temu ze spiskowych, który denuncjuje in­nych; ale i takiego stracono, tę mu jedynie wy­świadczając łaskę, że mu ręce ucinano dopiero po śmierci.

Pomiędzy dosyć licznymi obwinionymi o uciecz­kę do Francji, znajdował się szlachetnego pocho­dzenia Kasper de Santa-Crux, który umarł w Tu­luzie, gdy tymczasem portret jego spalono w Saragossie. Jednego z synów jego aresztowano za ułatwie­nie mu ucieczki; inkwizytorowie skazali go na figu­rowanie w publicznym avto-da-fe\ i kazano mu po­tem udać się do Tuluzy z żądaniem, aby dominika­nie tego miasta odkopali z grobu ciało jego ojca i wydali płomieniom; miał on następnie powrócić do Saragossy i złożyć inkwizytorom protokół tej ojcobójczej inkwizycji. Syn de Santa-Crux taką był przejęty trwogą przez inkwizycję, że bez użalenia się usłuchał jej barbarzyńskich rozkazów, i zdobył się na nikczemność wypełnienia swojej zgrozą przejmującej pokuty. Taki wyrok, na którego samo wspomnienie truchleć trzeba ze zgrozy, wystarcza do scharakteryzowania inkwizytorów, którzy go wydali, i dostatecznie wskazuje, do jakiego stopnia podłości przywodzili oni narody.

Gdy inkwizytorowie Saragossy gromadzili ofia­rę na ofiarę, tymczasem inkwizytorowie innych prowincji współubiegali się w naśladowaniu ich przykładu. Trybunał ustanowiony w Toledzie aresz­tował tak wielką ilość obwinionych, że z powodu braku czasu nie mógł wytoczyć im procesów według przepisanej formy.  W miesiąc po upływie terminu łaski, obchodzili auto -da-fe nawracające, na którym 750 skazanych, obojga płci, wycierpiało pu­bliczną pokutę, boso, w koszuli, ze świecami w rę­kach. W pięćdziesiąt   dni   później nastąpiło drugie auto-da-fe, na którym figurowała podobna liczba nieszczęśliwych. Po upływie dwudziestu pię­ciu dni, znowu pociągnęło 750 osób na tenże sam obrzęd; przed końcem zaś roku odbyła się czwarta egzekucja, na której spalono dwudziestu siedmiu skazanych, w tej liczbie dwóch księży, a 950 na­wróconych skazano na mniej więcej różne pokuty. A tak w przeciągu jednego roku, inkwizycja w Toledzie rozpoczęła i zakończyła 3 327 procesów, nie licząc wielu innych wytoczonych przeciw obwinio­nym pozostającym w więzieniach. Rachunek ten do­statecznie przekonywa, jak nieregularnie prowa­dzone było postępowanie sądowe, tym bardziej, iż wiemy, że uskuteczniało pracę tylko dwóch inkwi­zytorów i dwóch pisarzy, której dziesiąta część by­łaby jeszcze za nadto uciążliwą dla każdego innego trybunału. Inkwizytorowie innych prowincji hisz­pańskiej monarchii prawie tak samo postępowali jak inkwizytorowie Sewilli, Saragossy i Toleda, i zapew­nić można, że nowoczesna inkwizycja zgubniej sza była dla Hiszpanii w pierwszych latach zaprowa­dzenia, aniżeli kilka na raz wojen.

Nadzwyczajna jej srogość zmusiła do wychodz-twa przeszło sto tysięcy rodzin, do wysłania kilku milionów franków rzymskiemu dworowi, który sprzedawał swoje absolucyjne bulle.

Gdy inkwizytorowie tworzyli z jednej strony święte przymierze przeciw ludom, z drugiej ludy sprzymierzały się przeciw inkwizycji; bo okrucień­stwa tego trybunału wszędzie wywoływały roz­ruchy, które król musiał uspakajać.  Rozruchy te wybuchły jednocześnie w Ternelu, w Walencji, Loridzie i Barcelonie i prawie we wszystkich miastach Katalonii; stawiano tak mocny opór, że aby zmusić lud do posłuszeństwa, Ferdynand musiał się uciec do najsurowszych środków; mimo to jednak potrze­bował przeszło dwóch lat do uśmierzenia zawichrzeń, którymi kierowało kilku magnatów. Barcelona mianowicie odznaczyła, się swoją odważną opozycja: mieszkańcy tego miasta, tudzież całej prowincji, nie chcieli wcale poddać się pod jarzmo nowoczesnej inkwizycji, ani uznać władzy Torquemady; najwięk­szy więc jak może być miano kłopot z wprowa­dzeniem reformy świętego oficjum w tej prowincji iw zmuszeniu Katalończyków do uległości. To samo działo się na Majorce i Minorce, których mieszkańcy odpierali inkwizycję przeszło przez lat osiem, tak, że dostała się na te wyspy dopiero w roku 1490.

Wszystkie te widoczne oznaki tak ogólnej opozycji niezaprzeczenie przekonywają: że święte oficjum ustanowiono w Hiszpanii pomimo życzeń na­rodu, że mu ją narzuciła siła i groza. Przeważne widoki papieżów, skąpstwo Ferdynanda i fanatyzm kilku mnichów, wtrąciły Hiszpanię w przepaść nie­szczęść, które przewidywał rozsądek narodu, gdy powstawał przeciw rozkazowi swojego króla i prze­ciw bullom papieża. Naród rzadko kiedy się myli; biada tym, którzy gardzą jego przedstawieniami!

W ciągu tej walki, Torąuemada, zawsze dążący do swojego celu, zredagował dodatkowe artykuły do pierwszych ustaw świętego oficjum zwołał no­wą juntę generalną inkwizytorów. Zgromadzenie to wydało rozmaite rozporządzenia, ściślej jeszcze regulujące władzę wielkiego inkwizytora generalne­go. Jednocześnie Torąuemada ogłosił liczne posta­nowienia, zapobiegające wielkim nadużyciom, jakie się wkradły w zarząd dobrami skonfiskowanymi ro­dzinom jego ofiar.

Jakkolwiek masa tych dóbr była znakomita,   zła administracja ich łącznie z marnotrawstwem inkwizytorów tak dalece zmniej­szyła dochody świętego oficjum, iż takowe nie wy­starczały na pokrycie jego wydatków. Armia satelitów, których musiano opłacać, żywienie mnóstwa biednych więźniów, nieustannie napełniających piw­nice inkwizycji, wyczerpały jej kasy. Ferdynand nie mogąc dłużej z nich czerpać, kazał spisać sum­my, które zabrali inkwizytorowie, i nakazał ich zwrot. Należało powstrzymać niewierność inkwizytorów, tym bardziej, że Ferdynand obficie zaopatrywał ich potrzeby, nawet na przypadek gdyby nie pobierali wyznaczonej sobie płacy.

Za pomocą tych zwrotów, tudzież kar pienięż­nych od osób nawróconych, Torquemada wspomógł zasoby inkwizycji, i nawet mógł do innych swoich wydatków zaliczyć płacę wielkiej liczby szpiegów, których rozsiał po całej przestrzeni Hiszpanii. Przez ten ostatni środek, zdolny przerazić nawet i starych chrześcijan, stanowczo wywołał on niena­wiść ku wielkiemu inkwizytorowi generalnemu, i od tej chwili życie jego nieustannie narażone by­ło na jak największe niebezpieczeństwa.

Ustanowienie wielkiego inkwizytora generalnego i rady najwyższej

Bulla papieska Sykstusa IV, z roku 1483, wywołała różne środki, pomiędzy którymi dekret, nakazujący inkwizycji przybrać formę nieustającego trybunału z naczelnikiem, któremu ulegać musieli wszyscy w ogóle i po szczególe inkwizytorowie. Wtedy To­masz Torquemada, sprawujący już obowiązki gene­ralnego inkwizytora królestwa Kastylii, podciągnął pod władzę swoją wszystkie prowincje aragońskiej korony, a tę niezmierną jego władzę zatwier­dził papież Innocenty VIII i jego następcy.

Torquemada jak najzupełniej usprawiedliwił wy­bór swojej osoby, niepodobna było znaleźć człowie­ka zdolniejszego do zadość uczynienia chęciom Ferdynanda przez ciągłe pomnażanie konfiskaty, a zamiarom dworu rzymskiego przez propagowanie jego władczych fiskalnych zasad, tudzież zamiarom samej inkwizycji przez utworzenie potrzebnego jej systemu terroryzmu. Wielki generalny inkwizytor urządził naprzód cztery porządne trybunały w Se­willi, Kordobie, Jaenie i Ciudad-Realu, a potem do­zwolił dominikanom rozpocząć swoje urzędowanie w rozmaitych diecezjach kastylijskiej korony. Torquemada wybrał sobie na asesorów i radców dwóch prawników, którym polecił ułożenie nowych ustaw świętego oficjum.

Ferdynand wiedząc, jak ważną było rzeczą dla interesu skarbu urządzić odpowiednio trybunał, ustanowił królewską radę inkwizycji, którą nazwał radą najwyższą. Wielki inkwizytor z prawa był jej prezesem, jeden biskup i dwaj doktorowie pra­wa cywilnego i głos doradczy w interesach podpa­dających pod decyzję duchowną, co wywoływało częste spory generalnych inkwizytorów z radcami najwyższej rady.

W jakiś czas później, to jest ku końcowi roku 1484, Torquemada zwołał juntę generalną, złożoną z in­kwizytorów i ich radców; zebranie to nastąpiło w Sewilli i ułożono na nim pierwsze prawo hisz­pańskiej inkwizycji, pod nazwą instrukcji.

Nowy ten kodeks składał się z dwudziestu ośmiu artykułów.

Trzy pierwsze artykuły oznaczały sposób instalowania trybunałów po miastach, ogłoszenie cen­zur przeciw heretykom i apostatom, którzy się ob­winia dobrowolnie, i ustanawiały termin łaski dla chcących uniknąć konfiskaty majątku. Rozporzą­dzenia te wielce były podobne do tych, które przy­jęła inkwizycja dawna.

Czwarty artykuł stanowił że dobrowolne wyzna­nie, uczynione przed czasem łaski, należało zapisy­wać w inkwizytorskich wywodach słownych. Tym sposobem ułaskawiano tylko tego, kto wydał innych na prześladowanie.

Piąty artykuł zabraniał dawać tajemne roz­grzeszenia, wyjąwszy w razie gdy nikt nie wiedział o występku nawróconego. Przepis ten wydawał na hańbę publicznego auto-da-fe każdego, kto dobro­wolnie błąd swój wyznał, że posyłał do Rzymu ogromne summy, dla uzyskania za pieniądze breve uwalniającego od akt upokarzającego obrzędu.

Szósty artykuł skazywał nawróconego na po­zbawienie wszelkiego zaszczytnego urzędu, uży­wania złota, pieniędzy, pereł, jedwabiu i cienkiego płótna. Kary te także wzbogaciły dwór rzymski, z powodu licznych próśb o rehabilitacyę.

Artykuł siódmy, oznaczał pokuty pieniężne, na­wet dla tych, którzy się dobrowolnie przyznali.

Artykuł ósmy stanowił, że dobrowolny penitent, skoro się przedstawi po terminie łaski, nie może być zwolniony od konfiskaty majątku, nabytego prawnie w dniu jego apostazji lub herezji. Oba te artykuły przekonywają, czego to chciwy Ferdynand spodziewał się od inkwizycji.

Artykuł dziewiąty zalecał lekką tylko pokutę, dla osób nad lat dwadzieścia, które się przedstawią dobrowolnie. Lecz cóż to rozumieli przez lekką po­kutę prawodawcy tak zimno barbarzyńscy?

Artykuł dziesiąty wymagał dokładnego ozna­czenia czasu, w którym nawrócony wpadł znowu w herezję, dla wywiedzenia się jaka część jego mienia przypadnie skarbowi. Z powodu tego arty­kułu wiele osób postradało posagi żon swoich, po­nieważ wypłacone im zostały po występku ich teś­ciów. Jakiż stąd nieład dla rodzin!

Jeżeli heretyk zatrzymany w tajnych więzieniach świętego oficjum, tknięty prawdziwym żalem, pro­sił o rozgrzeszenie, to artykuł jedenasty stanowił, że takowe może mu być udzielone po skazaniu go na wieczne więzienie. Cóż to za pokuta!

Artykuł dwunasty upoważniał inkwizytorów do skazywania na oczyszczenie (relaxatio) jako fał­szywego penitenta, każdego nawróconego, którego przyznanie się uzna za niedokładne, a żal za udany. A zatem życie człowieka zależało od uznania in­kwizytora.

Artykuł trzynasty dotykał tą samą karą tych, którzy by chwalili się, że na spowiedzi ukryli kilka występków.

Artykuł czternasty stanowił, że jeżeli oskarżo­ny uporczywie zapierać się będzie, musi być kara­ny jako niepoprawiony. Ten artykuł zaprowadził na stos tysiące ofiar, bo osoby dalekie od winy uważano za przekonane o nią.

Według artykułu piętnastego, ilekroć znajdzie się wątpliwy dowód przeciw oskarżonemu, zapiera­jącemu się swojego występku, takowy ma być wy­dany na tortury; jeżeli w mękach przyzna się do winy i potwierdzi na spowiedzi, skazany być ma jako przekonany; jeżeli zaś cofnie swoje zeznanie, ma powtórnie ulec torturze.

Szesnasty artykuł zabraniał udzielać oskarżonym całego wypisu zeznań świadków.

Siedemnasty zalecał inkwizytorom, aby sami ba­dali świadków.

Osiemnasty wymagał, aby jeden lub dwaj inkwi­zytorowie obecni byli przy torturach, dla przyjęcia zeznań obwinionego.

Dziewiętnasty artykuł stanowił, że każdy obwi­niony nie stawiający się po formalnym wezwaniu, ma być skazany jako przekonany o herezję.

Dwudziesty artykuł przepisywał, że jeżeli książ­ki lub postępki człowieka zmarłego dowiodą, że był heretykiem, sądzić go należy i potępić jako ta­kiego, ciało wydobyć z grobu, a cały majątek skon­fiskować u jego naturalnych spadkobierców.

Według artykułu dwudziestego pierwszego in­kwizytorowie mieli prawo rozciągnąć swą jurys­dykcję na wassali panów i cenzurować tych ostat­nich, jeżeli stawiali jakąkolwiek temu przeszkodę.

Artykuł dwudziesty drugi mieć chciał, aby dzie­ciom osób, którym skonfiskowano ich mienie, tytu­łem jałmużny wypłacano część tego mienia. Arty­kuł ten był tylko iluzyjny, bo nigdy inkwizytoro­wie nie zajmowali się losem tych nieszczęśliwych; opuszczenie i nędza zawsze stanowiły ich udział.

Pozostałe sześć artykułów tego kodeksu odnosiły się do postępowania, według którego inkwizyto­rowie zachować się mają w stosunku do siebie i do swoich podwładnych.

Tę ustawę kilkakrotnie dopełniano, nawet w cza­sach pierwotnych; lecz pomimo wszelkich zmian, forma postępowania zawsze była prawie jednakowa, a inkwizytorowie nie wyrzekali się nigdy samowolności, stanowiącej zasadę tej nienawistnej i okrop­nej jurysprudencji. Obwiniony nie mógł w żaden sposób ustanowić sobie należytej obrony, a sędzio­wie postawieni w ostateczności albo uznania go nie­winnym, albo podejrzanym o winę, zawsze trzymali się tego drugiego zdania i nie potrzebowali już żad­nych dowodów.

Kodeks tak krwiożerczy, którego wykonanie po­wierzano ludziom utrzymującym, iż przyjemni bę­dą Bogu paląc tysiące bliźnich, koniecznie wywo­łać musiał znienawidzenie inkwizycji. Wzbudziła też ona najwyższe niezadowolenie, a ludy Hiszpanii częstokroć stawiały mu krwawy opór. W Aragonii mianowicie, gdzie konfiskata majątków nie mogła się dokonywać z powodu odwiecznych przywilejów, stanowienie i wykonywanie nowych ustaw oburzało naród i szlachtę. Reprezentanci królestwa protesto­wali u papieża i u Ferdynanda przeciw wprowadze­niu nowego kodeksu inkwizytorskiego.

Wyprawiono komisarzy do Rzymu i do hiszpańskiego dworu, prosząc przynajmniej o zawieszenie wykonania ar­tykułów dotyczących konfiskaty, jako przeciwnych prawom królestwa. Aragonowie pochlebiali sobie, że jeżeli ten środek zostanie zaniechany, to wkrót­ce trybunał inkwizycyjny sam z siebie upadnie. Lecz gdy deputowani aragońskich kortezów wystę­powali ze swoją reklamacją, tymczasem nowi inkwi­zytorowie skazali licznych chrześcijan na spalenie pod­czas publicznego i uroczystego auto-da-fe. Kary te jeszcze bardziej rozdrażniły aragońskich. Obawiali się oni, aby nie ponowiły się pomiędzy nimi sceny dziejące się w Kastylii, gdzie święte oficjum od trzech lat dopiero ustanowione pod kie­runkiem fanatycznych mnichów i księży, już spaliło tysiące ofiar.

W takim stanie rzeczy wielu znakomitszych mieszkańców Saragossy, widząc, że starania ich u papieża są bezskuteczne, powstało przeciw inkwizycji, postanawiając poświęcić jednego lub dwóch inkwizytorów, a to aby przestraszyć innych i tym sposobem zmusić do wyrzeczenia się swojej myśli.

Pierwsze ciosy spiskowych uderzyć miały inkwi­zytora Piotra Arbaesa; lecz uniknął ich po kilkakroć. Arbaes uwiadomiony o ich zamiarze, miał się na ostrożności, pod suknią nosił drucianą koszulę, a pod czapką rodzaj żelaznego kasku.

Jednak spiskowcy zbliżywszy się do niego pew­nego wieczoru, gdy był u ołtarza, uderzyli go w szyję i zadali mu tak głęboką ranę, że umarł we dwa dni później, t. j. 17 września 1485 roku.

Wrażenie, jakie to zabójstwo wywarło na umy­sły, nie odpowiedziało oczekiwaniu spiskowych. Wszyscy starzy chrześcijanie podburzeni przez in­kwizytorów i mnichów, zapragnęli pomścić śmierć Arbaesa; nastały gwałtowne rozruchy, których na­stępstwa mogłyby być straszliwe, gdyby nie po­wstrzymano fanatycznego motłochu przyrzecze­niem, że winnych spotka główna kara. Tymczasem pamięć inkwizytora Arbaesa uczczo­no pewnym rodzajem uroczystości, która przyczyniła się mocno do ogłoszenia go świętym i do szczególnej dla niego czci w kościele. Mało brakowało do uzna­nia tego dominikanina patronem inkwizycji i protekto­rem ministrów świętego oficjum; lecz poprzestano na pracy nad przygotowaniem cudów, aby go można było beatyfikować; co rzeczywiście nastąpiło w ro­ku 1664 za pontyfikatu Aleksandra VII.

O występkach, które śledziła dawna inkwizycja

Ustanawiając inkwizycję, papieże mieli na celu na raz poszukiwanie i karanie występku herezji; lecz aby dojść do wykrycia prawdziwych heretyków, zalecano inkwizytorom ścigać usilnie chrześcijan, którzy czynami lub słowami objawiali złe uczucia, lub błędne opinie o dogmatach kościoła: co było dostatecznym do posądzania ich o herezję i wyzna­czania śledztwa, prawie zawsze sprowadzającego za sobą denuncjację.

Chociaż wywiadywanie się o występkach, nie mających żadnego związku z wiarą, z prawa nale­żało do zwyczajnych sędziów, były jednak rozmai­tego rodzaju przestępstwa, których według zdania papieży, nie można się było dopuszczać, nie będąc przejętym złą nauką. Wskutek tego zalecano in­kwizytorom, aby uważali za podejrzanych o herezję:

  1. Tych co przez pewien rodzaj bluźnierstwa, znani pod nazwą heretyków, głosili błędne zasady o wszechmocności Boga, lub o innym jakim atrybucie boskim. Bluźnierstwo to sprowadzało za so­bą podejrzenie o herezję, wtedy nawet, gdy wyrze­czone było w uniesieniu lub pijaństwie, gdyż inkwi­zytorowie mogli je uważać jako dowód, że zwyczajne uczucia bluźnierców byty przeciwne wierze.
  2. Tych, którzy dopuszczali się czarów i wróżbiarstwa, kiedy pomiędzy używanymi przez nich środ­kami posługiwali się święconą wodą, poświęcaną hostią, olejem świętym i innymi rzeczami, dowodzącymi wzgardy i nadużycia sakramentów, tajemnic religii i jej obrzędów. Do tej kategorii zaliczano także tych, którzy w swoich zabobonnych prakty­kach odnosili się do szatanów, w celu przewidzenia przyszłych wypadków. Ponieważ tego rodzaju wy­stępki były bardzo pospolite w średnich wiekach, ważną więc było rzeczą dla polityki dworu rzym­skiego, podciągnąć je pod swoją jurysdykcję.
  3. Tych, którzy wzywali demonów dla otrzyma­nia łask. Występek ten w czternastym wieku tak się był rozpowszechnił po Katalonii, iż zdaje się pewnym, że wiele osób, którym wytaczano sprawy, ze wszelkimi obrzędami używanymi przez katoli­ków czciło szatana jak bóstwo nieprzyjazne Bogu, a odziane potęgą niemniej wielką. Istniała nawet wówczas księga zwana Klawikuią Salomona, na którą poprzysięgano, ilekroć zobowiązywano się do wypełniania jakiej rzeczy, podobnie jak chrześcijanie poprzysięgają na Ewangelię.
  4. Tych, którzy dłużej nad rok pozostawali wyklętymi, a nie prosili o absolucję, ani zadość czy­nili nałożonej na nich pokucie, co uważano za rodzaj wzgardy dla duchownych nakazów.
  5. Odstępców, którzy przyjmują wszystkie arty­kuły wiary, lecz zaprzeczają obowiązku posłuszeń­stwa dla biskupa rzymskiego, jako widomej głowy katolickiego kościoła i zastępcy Jezusa Chrystusa na ziemi; i tych, którzy myśląc podobnie, odmawiają wiary w niektóre artykuły oznaczone, jak np. Gre­cy, nie wierzący wcale w to, że Duch Święty pocho­dzi od Syna, lecz tylko od Ojca.
  6. Ukrywających, błądzących i stronników he­retyków, jako obrażających kościół katolicki i rozkrzewiających herezję.
  7. Opierających się inkwizycji lub przeszkadza­jących inkwizytorom w wykonywaniu ich posłan­nictwa, z uwagi, że nie może być dobrym katolikiem ten, kto stawia przeszkody poszukiwaniom inkwi­zytorów.
  8. Wszystkich panów, którzy po wezwaniu przez urzędników inkwizycyjnych, pod przysięgą przyrze­kli wygnać heretyków ze swoich posiadłości, a je­dnak nie dopełnili tego.
  9. Wszystkich rządców królestw, prowincji miast, którzy nie wystąpią w obronie kościoła prze­ciw heretykom, jeżeli inkwizytorowie o to ich wezwą.
  10. Wszystkich, którzy nie zgodzą się na odwo­łanie statutów i regulaminów obowiązujących mia­sta, jeżeli te okażą się przeciwnymi środkom przez inkwizytorów zaleconym.
  11. Adwokatów, notariuszów i innych prawni­ków, sprzyjających heretykom i radami swoimi do­pomagających im do wymknięcia się z rąk inkwizyto­rów i ukrywających papiery mogące wykryć herezję.
  12. Wszystkie osoby, które by sprawiły ducho­wny pogrzeb tym, co się sami do herezji przyznali, lub stanowczym wyrokiem za takich uznani zostali.
  13. Tych, którzy w ciągu sprawy o wyznanie, odmówiliby przysięgi co do jakiego punktu, jeżeli­by do jej wykonania wezwani byli.
  14. Zmarłych, którzy obwinieni byli o herezję, bo pamięć ich powinna była być zhańbiona, a ciała wy­dobyte z grobów i spalone, dobra zaś skonfiskowane.
  15. Żydów i Maurów, jeżeli na piśmie lub słow­nie nakłaniali katolików do przyjęcia ich wiary, co ich poddawało świętemu oficjum.
  16. Na koniec wszystkich nieobjętych poprzednimi kategoriami, którzy jednak zasłużyli na pod­ciągnięcie pod nie, bądź przez swoje czyny, bądź przez pisma lub słowa.

To samo podejrzenie o herezję rozciągało się także i do pism zawierających heretycką naukę, lub mogących do niej doprowadzić. Autorzy ich zo­stawali w podejrzeniu.

Trzy były rodzaje podejrzanych o herezję: moc­no i gwałtownie podejrzanych Yehementi, lekko zaś podejrzanych nazywano Leci.

Chociaż powszechna reguła poddawała inkwizy­torskiej jurysdykcji wszystkie osoby winne prze­stępstw, zawartych w wyżej wymienionych kate­goriach, był jednak jeden wyjątek dla papieży, ich legatów i nuncjuszów, ich urzędników poufnych, tak iż gdyby nawet denuncjowani zostali jako prawdzi­wi heretycy, inkwizytor miał tylko prawo przyjąć tajemne zawiadomienie i natychmiast przesłać je papieżowi. Tenże sam wyjątek służył biskupom lecz królowie i książęta podlegali inkwizytorskiej jurysdykcji.

Aplikacja mszy

APLIKACJA MSZY (łac. applicatici przydzielenie, zastosowanie), odprawienie przez kapłana mszy św. w określonej intencji. Obowiązek a.m. może wynikać z nakazu władzy kośc, z racji sprawowanego urzędu, posiadanego -> beneficjum lub przyjętego – stypendium mszalnego.
W praktyce pierwotnego Kościoła msza niedzielna i świąteczna zawsze była sprawowana w intencji konkretnej gminy chrzęść, a gdy celebrował ją bp – w intencji całej diecezji. Sobór Tryd. przypomniał duszpasterzom, że są zobowiązani z prawa Bożego do a.m. za wiernych. Do bliższego sprecyzowania tego obowiązku doprowadziły jednak dopiero odpowiedzi Kongr. Soboru na przedkładane jej w związku z wątpliwościami pytania, jakie wywołane zostały ogólnikowym sformułowaniem Soboru. Zagadnienie a.m. za wiernych zostało nast. prawnie unormowane przez pap. Benedykta XIV (enc. Cum semper oblatas z 1744), pap. Piusa IX (enc. Amantissimi Redemptoris z 1858) i pap. Leona XIII (konst. In suprema z 1882); normy ustalone przez te dokumenty weszły do KPK (kan. 306, 315, 339,440,466,473).

Do aplikacji mszy za wiernych (missa pro populo) są zobowiązani ci, którzy zarządzają diecezją lub parafią, np. bpi rezyd., proboszczowie, wik. zarządcy; powinni oni aplikować mszę za wiernych we wszystkie niedziele oraz święta nakazane i zniesione (kan. 466, 339). Wg dekretu Prymasa Polski z 30 I 1961 a.m. za wiernych obowiązuje w niedziele i w święta: Bożego Narodzenia, Św. Bożej Rodzicielki — 1 I, Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Pańskiego, Bożego Ciała, Niepokalanego Poczęcia NMP, św. Józefa — 19 III, Apostołów Piotra i Pawła, Wszystkich Świętych.
A.m. w innych, prywatnych intencjach jest bardzo wczesna i wiąże się z historią mszy wotywnej (—> wotywa), zwł. za zmarłych, i z tzw. stypendium mszalnym.
A. Petrani, Obowiązek odprawiania mszy św. za lud przez proboszcza, AK 38(1936) 288-290; T. a Torre del Greco, De a. m.pro populo. Tibure 1940; M. Kaiser, Die a.m. pro populo in Geschichte und geltendem Recht, AKKR 130 (1961) 58-124, 355-388; P. Palazziiii, DMC 1 291-293; Z. Kamiński, Obowiązek proboszcza a.m. św. za parafian w ustawodawstwie Kościoła zachodniego do konstytucji Benedykta XIV „Cum semper oblatas”. Lb 1964 (mpsBKUL); tenże, A. m. św. za wiernych w ustawodawstwie przedkodeksowym Kościoła.


Encyklopedia Katolicka. Tom I, KUL, Lublin 1989, s. 745